Czyszczenie i dekontaminacja ubrań gazoszczelnych przeprowadzane są
Czyszczenie i dekontaminację ubrań gazoszczelnych wykonuje się przede wszystkim po ich użyciu, bo właśnie wtedy istnieje realne ryzyko, że na materiale, zamkach, rękawicach, wizjerze albo podeszwach zostały substancje niebezpieczne. Może to być kwas, zasada, rozpuszczalnik, produkt ropopochodny, środek biologiczny albo pył skażony chemicznie. Z praktycznego punktu widzenia nie wolno takiego ubrania po prostu schować do magazynu, nawet jeśli z daleka wygląda czysto. Zanieczyszczenie może dalej działać na materiał, osłabiać powłokę ochronną i stanowić zagrożenie dla ratownika przy następnym zakładaniu. Dobre praktyki, zgodne z podejściem stosowanym przy odzieży ochronnej wg PN-EN 943 oraz zaleceniami producentów, wymagają dekontaminacji w strefie wyznaczonej, kontrolowanego spłukiwania, użycia właściwego środka myjącego, wysuszenia, oględzin i wpisu do dokumentacji eksploatacyjnej. Moim zdaniem to jest jedna z tych procedur, które wydają się proste, ale w akcji robią ogromną różnicę. Po kontakcie z chlorem, amoniakiem czy nieznaną cieczą techniczną ubranie musi przejść czyszczenie od razu po działaniach, zanim trafi do transportu i przechowywania. Dzięki temu ogranicza się skażenie wtórne ludzi, sprzętu i pojazdu.
W przypadku ubrań gazoszczelnych łatwo pomylić czynności obsługowe z właściwą dekontaminacją. Naprawa ubrania może wymagać późniejszej kontroli szczelności, sprawdzenia zamka, szwów, wizjera czy rękawic, ale sama naprawa nie oznacza automatycznie, że ubranie jest skażone. Jeżeli kombinezon leżał w serwisie i nie miał kontaktu z substancją niebezpieczną, to głównym obowiązkiem będzie ocena techniczna oraz dopuszczenie do użytkowania zgodnie z instrukcją producenta, a nie dekontaminacja w sensie usuwania skażeń chemicznych. Podobnie przegląd minimum raz w roku jest dobrą praktyką eksploatacyjną, często spotykaną w procedurach utrzymania sprzętu ochronnego, ale nie zastępuje czyszczenia po realnym użyciu. Roczna kontrola może wykazać starzenie materiału, uszkodzenia mechaniczne albo nieszczelności, lecz nie usuwa zagrożenia powstałego po akcji. To typowy błąd myślowy: skoro sprzęt ma okresowe przeglądy, to można poczekać z obsługą. No nie bardzo, bo skażenie działa tu i teraz. Przed pierwszym użyciem wykonuje się raczej sprawdzenie kompletności, dopasowanie, zapoznanie z procedurą zakładania i ewentualnie próbę szczelności. Dekontaminacja przed pierwszym użyciem nie ma sensu, jeśli ubranie jest nowe, czyste i przechowywane zgodnie z wymaganiami. Z mojego doświadczenia najważniejsze jest rozdzielenie dwóch spraw: utrzymanie techniczne to jedno, a usuwanie skażenia po kontakcie z zagrożeniem to drugie. Właściwa zasada brzmi: po użyciu najpierw bezpieczne oczyszczenie i dekontaminacja, potem suszenie, kontrola, dokumentacja i dopiero magazynowanie.