Ilość materiału niebezpiecznego pożarowo znajdującego się na stanowisku pracy nie może przekroczyć
Na stanowisku pracy ilość materiału niebezpiecznego pożarowo powinna być ograniczona do dobowego zapotrzebowania, czyli takiej ilości, jaka jest realnie potrzebna do wykonania pracy w ciągu jednego dnia. Chodzi tu nie o wygodę magazynowania przy maszynie, tylko o ograniczenie obciążenia ogniowego i skutków ewentualnego zapłonu. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które w praktyce robią dużą różnicę, bo bałagan z rozpuszczalnikami, farbami, aerozolami albo pyłami palnymi szybko zwiększa ryzyko pożaru. Większe ilości takich materiałów powinny być przechowywane w wyznaczonych magazynach, szafach ognioodpornych albo pomieszczeniach spełniających wymagania ochrony przeciwpożarowej. Na stanowisku trzeba też pilnować oznakowania, kart charakterystyki, wentylacji, szczelnych opakowań i odsunięcia od źródeł zapłonu. Dobra praktyka branżowa jest prosta: przy stanowisku trzymamy tylko tyle, ile jest potrzebne do bieżącej pracy, reszta wraca do bezpiecznego miejsca składowania.
W tym pytaniu łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że przepisy zawsze podają jedną sztywną wartość w litrach albo kilogramach. Przy materiałach niebezpiecznych pożarowo na stanowisku pracy ważniejsza jest jednak zasada ograniczenia ilości do faktycznego dobowego zapotrzebowania, a nie uniwersalny limit typu 10 l cieczy lub 50 kg substancji stałej. Takie wartości mogą kojarzyć się z innymi wymaganiami dotyczącymi magazynowania, opakowań, transportu wewnętrznego albo klasyfikacji substancji, ale tutaj nie oddają sensu przepisu. Jedna ciecz może mieć bardzo niską temperaturę zapłonu i tworzyć mieszaniny wybuchowe z powietrzem, a inna będzie mniej groźna, więc sama liczba litrów bez kontekstu technicznego nie jest dobrym kryterium. Podobnie masa 50 kg substancji stałej może być całkiem różnym zagrożeniem, zależnie czy mówimy o drewnie, proszku metalicznym, pyle organicznym czy materiale samonagrzewającym się. Ograniczenie do 8-godzinnego zapotrzebowania brzmi logicznie, bo kojarzy się ze zmianą roboczą, ale przepisy odnoszą się do doby, nie tylko do jednej zmiany. W zakładach pracujących na dwie albo trzy zmiany takie uproszczenie mogłoby prowadzić do niepotrzebnych interpretacji. Z mojego doświadczenia najbezpieczniej przyjąć zasadę: na stanowisku minimum potrzebne do pracy, reszta w miejscu do tego przygotowanym, z wentylacją, oznakowaniem i zabezpieczeniem przeciwpożarowym.