Osoby poszkodowane z pojazdów przewróconych na dach należy ewakuować po
A. ustawieniu pojazdu na kołach.
B. wykonaniu stabilizacji bez przemieszczenia pojazdu.
C. wprowadzeniu ratownika do środka samochodu.
D. przemieszczeniu pojazdu w zakresie ułatwiającym dostęp do poszkodowanych.
Pytanie z egzaminu CKE, czerwiec 2015 (arkusz Z.23-X-15.05).
W pojeździe leżącym na dachu najważniejsze jest najpierw unieruchomienie konstrukcji, czyli wykonanie stabilizacji bez przemieszczenia pojazdu. Dopiero potem sensownie i bezpiecznie robi się dostęp do poszkodowanych oraz ich ewakuację. Chodzi o to, żeby auto nie osiadło, nie przesunęło się na boki albo nie wykonało nagłego obrotu podczas cięcia, wyważania drzwi czy wchodzenia ratownika do środka. W praktyce używa się klinów, podpór, systemów stabilizacyjnych, pasów, czasem też podbudowy z klocków drewnianych. Dodatkowo zabezpiecza się miejsce działań, odłącza zasilanie, kontroluje wycieki paliwa i ocenia zagrożenia od poduszek gazowych, instalacji LPG, CNG albo napędu elektrycznego. To jest zgodne z dobrą praktyką ratownictwa technicznego: najpierw bezpieczeństwo i stabilizacja, potem dostęp, opieka medyczna i ewakuacja. Moim zdaniem to jedna z tych zasad, które na akcji naprawdę robią różnicę, bo przewrócony pojazd potrafi wyglądać stabilnie, a wcale taki nie jest.
Przy pojeździe przewróconym na dach łatwo pomyśleć, że najlepiej byłoby najpierw postawić go z powrotem na kołach, bo wtedy dostęp wygląda na prostszy. W ratownictwie drogowym takie podejście jest jednak bardzo ryzykowne. Przemieszczanie pojazdu przed ewakuacją może pogorszyć stan poszkodowanych, zwłaszcza przy podejrzeniu urazów kręgosłupa, miednicy, klatki piersiowej lub głowy. Może też doprowadzić do niekontrolowanego przesunięcia ciężaru, zgniecenia przestrzeni pasażerskiej albo uruchomienia naprężonych elementów karoserii. Z mojego doświadczenia z ćwiczeń wynika, że samochód leżący na dachu potrafi się zachować trochę jak sprężyna, niby stoi, ale po naruszeniu progu czy słupka nagle zmienia położenie. Samo wprowadzenie ratownika do środka też nie jest właściwym momentem rozpoczęcia ewakuacji, jeśli pojazd nie został wcześniej ustabilizowany. Ratownik staje się wtedy dodatkowym obciążeniem, a jego bezpieczeństwo jest zagrożone tak samo jak bezpieczeństwo osoby poszkodowanej. Błędem jest również zakładanie, że można przesunąć pojazd tylko trochę, aby ułatwić dostęp. W działaniach technicznych dąży się do pracy na pojeździe w położeniu zastanym, o ile nie ma bezpośredniego zagrożenia większego niż ryzyko przemieszczenia. Najpierw stabilizacja, zabezpieczenie miejsca, rozpoznanie zagrożeń i dopiero potem kontrolowany dostęp oraz ewakuacja. To może wydawać się wolniejsze, ale w praktyce jest bezpieczniejsze i bardziej profesjonalne.