Poprawnie wskazany efekt to przenikanie zdjęć, często nazywane też płynnym przejściem (ang. crossfade). Polega to na tym, że jedno zdjęcie stopniowo zanika, jednocześnie drugie pojawia się z narastającą widocznością. W praktyce technicznej realizuje się to najczęściej przez zmianę przezroczystości (opacity) dwóch warstw – jedna warstwa z pierwszym obrazem ma zmniejszaną wartość opacity z 1 do 0, a druga z kolejnym zdjęciem zwiększaną z 0 do 1. Na stronach WWW taki efekt robi się zwykle za pomocą CSS (transition, animation, keyframes) albo JavaScriptu, czasem z użyciem bibliotek typu jQuery czy gotowych sliderów. Moim zdaniem to jest jeden z podstawowych efektów, który warto umieć odtworzyć, bo pojawia się w galeriach, sliderach na stronach głównych, prezentacjach produktów czy prostych pokazach slajdów. W materiałach multimedialnych, np. w edycji wideo, dokładnie ten sam efekt nazywa się przejściem typu „cross dissolve” lub „fade”, i zasada działania jest identyczna – płynne nakładanie się dwóch klatek obrazu w czasie. Dobre praktyki mówią, żeby nie przesadzać z czasem trwania przenikania: zwykle 0,5–1,5 sekundy daje przyjemny, profesjonalny wygląd, bez wrażenia „zamulenia” interfejsu. Warto też pilnować spójności – jeśli na stronie używasz przenikania w jednym miejscu, dobrze jest utrzymać podobny styl animacji w innych elementach, żeby całość wyglądała konsekwentnie i nie rozpraszała użytkownika. W kontekście multimediów na WWW przenikanie jest też korzystne wydajnościowo, bo operuje głównie na właściwości opacity i transformacjach, które przeglądarki potrafią optymalizować sprzętowo.
W tym zadaniu łatwo pomylić kilka różnych rodzajów operacji na obrazie, bo wszystkie jakoś „zmieniają wygląd zdjęcia”, ale działają zupełnie inaczej. Efekt pokazany na filmie to przenikanie dwóch zdjęć w czasie, czyli animowane przejście między jednym obrazem a drugim. Kluczowa cecha: widzimy jednocześnie dwa zdjęcia, jedno stopniowo zanika, a drugie stopniowo się pojawia. To nie jest typowa operacja edycyjna na pojedynczym pliku graficznym, tylko efekt animacyjny, często wykorzystywany w pokazach slajdów, sliderach na stronach WWW i w montażu wideo. Zmiana jasności zdjęć to zupełnie inny rodzaj przetwarzania. Jasność modyfikuje poziom luminancji całego obrazu lub jego fragmentów – obraz staje się ciemniejszy albo jaśniejszy, ale dalej jest to to samo zdjęcie. Nie pojawia się nowe, drugie zdjęcie, nie ma nakładania dwóch kadrów. W programach do grafiki mamy to jako „Brightness”, „Exposure” czy „Levels”. Jeśli na filmie widać, że jeden obraz przechodzi płynnie w inny, to nie jest korekta jasności, tylko przejście między dwiema warstwami. Podobnie z ostrością – zwiększenie ostrości polega na podbiciu kontrastu na krawędziach, żeby szczegóły wyglądały wyraźniej. W praktyce używa się filtrów typu Unsharp Mask, Smart Sharpen albo algorytmów wyostrzania w czasie rzeczywistym. Obraz przed i po wyostrzeniu to ciągle ta sama klatka, tylko z innym przetworzeniem detali, nie ma efektu zanikania jednego zdjęcia i pojawiania się drugiego. Zmniejszenie kontrastu to kolejna korekta globalna, która spłaszcza różnice między jasnymi a ciemnymi partiami obrazu. Zdjęcie robi się bardziej „szare”, mniej dynamiczne. Znowu – cały czas pracujemy na jednym ujęciu, bez miksowania dwóch fotografii. Typowym błędem myślowym przy takich pytaniach jest to, że skoro coś się „zmienia w czasie”, to musi chodzić o jakąś regulację parametrów typu jasność czy kontrast. Tymczasem w efektach multimedialnych bardzo często operujemy na wielu warstwach – dwa obrazy, dwie klatki wideo – i animujemy ich wzajemną przezroczystość. Właśnie to jest esencją przenikania zdjęć i odróżnia je od zwykłych korekt obrazu.