Poprawna odpowiedź to Audacity, bo jest to specjalistyczny, ale jednocześnie darmowy i otwartoźródłowy program do edycji oraz obróbki dźwięku. W praktyce oznacza to, że możesz w nim nagrywać, przycinać, normalizować, a właśnie także odszumiać nagrania audio. W menu Efekty znajdziesz funkcje typu „Usuwanie szumu” (Noise Reduction), które działają na podstawie próbki szumu – najpierw zaznaczasz fragment, gdzie słychać sam szum tła (np. wentylator, brumienie, szum ulicy), a potem program wykorzystuje ten wzorzec do odfiltrowania podobnych częstotliwości z całego nagrania. To jest standardowa, bardzo typowa procedura w amatorskiej i półprofesjonalnej postprodukcji audio. Moim zdaniem Audacity to taki „podstawowy kombajn” dźwiękowy, którego warto znać w technikum. Pozwala też stosować inne efekty: kompresję, korekcję barwy (EQ), filtrowanie dolno- i górnoprzepustowe, zmianę głośności (normalizacja, wzmacnianie), a nawet proste miksowanie kilku ścieżek. W kontekście dobrych praktyk ważne jest, żeby nie przesadzać z odszumianiem, bo zbyt agresywne ustawienia potrafią zepsuć brzmienie głosu, tworząc artefakty i metaliczny dźwięk. Profesjonaliści zwykle pracują tak, że najpierw nagrywają jak najczyściej (dobry mikrofon, cisza w pomieszczeniu), a dopiero potem delikatnie odszumiają w programie. Audacity dobrze wpisuje się w takie podejście, bo daje podgląd efektu (odsłuch) przed zatwierdzeniem zmian i możliwość cofania operacji. W realnych projektach szkolnych czy webowych, np. przy przygotowaniu podcastu, narracji do filmu instruktażowego albo materiału wideo na stronę WWW, właśnie w Audacity robi się podstawowe czyszczenie dźwięku, zanim materiał trafi do montażu wideo lub na serwer.
W tym pytaniu łatwo się złapać na skojarzeniach z nazwami programów, ale kluczowe jest zrozumienie, do czego konkretnie służy każde z narzędzi. Odszumianie nagrań audio to operacja typowo z zakresu edycji dźwięku, czyli pracy na sygnale audio, filtrach, efektach i analizie widma częstotliwości. Do takich zadań potrzebny jest edytor audio lub środowisko DAW, a nie ogólny program graficzny, klient FTP czy narzędzie 3D. Blender to bardzo rozbudowany pakiet, ale jego główny obszar to grafika 3D: modelowanie, animacja, rendering, efekty specjalne. Ma co prawda prosty edytor wideo i ścieżek dźwiękowych, jednak nie jest to narzędzie wyspecjalizowane do zaawansowanej obróbki audio, szczególnie w kontekście precyzyjnego odszumiania. Używanie go do takich zadań byłoby niewygodne i niezgodne z typowymi workflow w branży. FileZilla z kolei to klient FTP/SFTP, służący do przesyłania plików między komputerem lokalnym a serwerem. To narzędzie sieciowe, nie ma żadnych funkcji edycji zawartości plików audio. Typowy błąd myślowy tutaj to mieszanie pojęcia „praca z plikami” z „edycją plików”. FileZilla umożliwia tylko kopiowanie, usuwanie i zmianę nazwy plików na serwerze, ale nie potrafi zmienić ich zawartości w sensie dźwięku, obrazu czy kodu. Inkscape natomiast to program do grafiki wektorowej. Służy do tworzenia ilustracji, ikon, logotypów, schematów, czyli pracy na krzywych i kształtach, a nie na falach dźwiękowych. Odszumianie w świecie grafiki oznaczałoby raczej redukcję szumu na zdjęciach czy obrazach rastrowych, ale Inkscape nawet tym się nie zajmuje, bo nie jest edytorem bitmap, tylko wektorów. W kontekście dźwięku jest całkowicie nieprzydatny. W praktyce, jeżeli mówimy o odszumianiu nagrań audio, zawsze szukamy narzędzi z kategorii edytorów dźwięku (Audacity, Adobe Audition, Reaper itd.), bo one mają wbudowane algorytmy redukcji szumu, filtry i wizualizacje widma. Mylące jest czasem to, że różne programy obsługują „media”, ale specjalizacja jest tu kluczowa: grafika 3D, grafika wektorowa, transfer plików i edycja audio to zupełnie różne światy, inne formaty danych i inne zestawy narzędzi. Dlatego wybór Audacity jako programu do odszumiania jest technicznie uzasadniony, a pozostałe opcje wynikają raczej z przypadkowych skojarzeń niż z faktycznych funkcji tych aplikacji.