Prawidłowo – kluczowa zasada ergonomii mówi, że górna krawędź ekranu powinna znajdować się nieco poniżej poziomu oczu użytkownika. Chodzi o to, żeby naturalny kierunek patrzenia był lekko w dół, mniej więcej pod kątem ok. 15–20° względem linii poziomej. Z fizjologii wiemy, że oczy i mięśnie szyi najmniej się męczą, gdy nie muszą stale patrzeć do góry. Jeżeli monitor stoi zbyt wysoko, użytkownik podnosi brodę, napina kark i po paru godzinach pojawiają się bóle szyi, barków, czasem nawet bóle głowy. Z kolei zbyt niskie ustawienie ekranu powoduje nadmierne pochylanie się i zaokrąglanie pleców. Moim zdaniem to jest jeden z najczęściej olewanych, a jednocześnie najprostszych do poprawy elementów stanowiska pracy. W praktyce dobrze jest usiąść w normalnej, wygodnej pozycji, oprzeć plecy o oparcie krzesła i spojrzeć na wprost. W tej pozycji górna krawędź monitora powinna być minimalnie niżej niż linia oczu. Wtedy środek ekranu znajduje się mniej więcej na wysokości, na którą patrzysz naturalnie podczas pracy. Odległość od monitora powinna wynosić zwykle 50–70 cm, w zależności od przekątnej i rozdzielczości ekranu – im większy monitor, tym często można go odsunąć dalej. Ważne jest też, żeby ekran był ustawiony na wprost, a nie „pod skosem”, żeby nie zmuszać szyi do stałego skrętu. Standardy BHP oraz wytyczne ergonomiczne (np. PN-EN ISO 9241) zwracają uwagę nie tylko na wysokość monitora, ale też na odpowiednie nachylenie (najczęściej lekko do tyłu, ok. 10–20°), brak odblasków i równomierne oświetlenie stanowiska. Jednak to właśnie wysokość górnej krawędzi ekranu względem oczu jest jednym z podstawowych parametrów, który można szybko skorygować nawet w domu czy w szkole – czasem wystarczy prosty podest pod monitor lub regulowana podstawka. Z mojego doświadczenia mała korekta ustawienia ekranu potrafi zauważalnie zmniejszyć zmęczenie wzroku i karku po kilku godzinach pracy przy komputerze.
W ergonomii stanowiska komputerowego łatwo skupić się na pojedynczych intuicyjnych pomysłach, które na pierwszy rzut oka brzmią sensownie, ale po dokładniejszej analizie okazują się po prostu niezgodne z dobrą praktyką. Typowy przykład to ustawianie monitora ekranem do okna „żeby nie było odblasków”. W realnych warunkach takie ustawienie zwykle kończy się tym, że na ekran pada silne światło dzienne, pojawiają się kontrasty, odbicia i refleksy, a użytkownik instynktownie zwiększa jasność monitora do maksimum. Oczy wtedy szybciej się męczą, trudniej odczytać drobny tekst, a po dłuższej pracy pojawia się uczucie „piasku pod powiekami”. Standardy BHP zalecają raczej, by okno znajdowało się z boku stanowiska pracy, a nie bezpośrednio za monitorem ani przed nim. Inne nieporozumienie to pomysł, że ustawienie monitora zależy od tego, czy ktoś jest prawo-, czy leworęczny. Z ergonomicznego punktu widzenia monitor powinien być ustawiony centralnie przed użytkownikiem, tak aby linia patrzenia biegła prosto, bez konieczności ciągłego skręcania szyi. Ręczność ma znaczenie przy ustawieniu myszy, klawiatury czy dokumentów papierowych, ale nie przy położeniu ekranu. Jeżeli monitor stoi wyraźnie z boku, kark jest stale skręcony, co po kilku godzinach pracy dziennie przez miesiące czy lata bardzo niekorzystnie wpływa na kręgosłup szyjny. Pojawia się też czasem przekonanie, że ekran powinien być niemal prostopadły do linii patrzenia, czyli że kąt między płaszczyzną monitora a kierunkiem wzroku ma być bliski 90°. W praktyce człowiek patrzy lekko w dół, a monitor bywa delikatnie odchylony do tyłu, żeby poprawić czytelność obrazu i zmniejszyć odbicia. Sztywne trzymanie się wartości 80–90° ignoruje naturalną pozycję ciała i zalecenia ergonomiczne, które mówią raczej o dopasowaniu ekranu do użytkownika, a nie odwrotnie. Typowy błąd myślowy polega tu na potraktowaniu prostych kątów jako „idealnych” tylko dlatego, że są matematycznie ładne, a nie dlatego, że odpowiadają fizjologii człowieka. Podsumowując, prawidłowe ustawienie monitora opiera się na naturalnej pozycji oczu i kręgosłupa: ekran na wprost, górna krawędź nieco poniżej poziomu oczu, brak bezpośredniego światła z okna na ekran i odległość dopasowana do wielkości monitora. Reszta „magicznych zasad” zwykle wynika z uproszczeń albo z prób rozwiązania jednego problemu kosztem stworzenia kilku kolejnych.