Właśnie o to chodzi — zadbanie o własne bezpieczeństwo jako pierwszy krok to fundament całej pierwszej pomocy i temat, który się często przecenia, a moim zdaniem jest kluczowy. Chodzi o to, że nawet najlepsze chęci nie mają sensu, jeśli ratujący sam staje się kolejną ofiarą. W praktyce oznacza to, że zanim podejdziesz do poszkodowanego, musisz się zastanowić, czy miejsce wypadku jest bezpieczne. Przykładowo na drodze – trzeba rozejrzeć się, czy nie nadjeżdżają inne samochody, zabezpieczyć teren (trójkąt ostrzegawczy, kamizelka odblaskowa). W przypadku porażenia prądem – odłączyć źródło napięcia. To wcale nie są banały; tego uczą na wszystkich kursach BLS (Basic Life Support) i w zasadzie każda książka ratownicza stawia to na pierwszym miejscu. Często się o tym zapomina, bo emocje biorą górę. Prawda jest taka, że każda akcja ratunkowa zaczyna się od sekundy refleksji: czy ja tu jestem bezpieczny? Dopiero później można oceniać stan poszkodowanego i dalej działać. W sumie jak się o tym pomyśli, to takie myślenie ratuje zdrowie nie tylko nam, ale i tym, którym chcemy pomóc — bo nie zwiększamy liczby poszkodowanych. Niektórym wydaje się, że od razu trzeba robić masaż serca czy wołać karetkę, ale bez oceny zagrożenia można narobić sobie i innym więcej problemów. Takie są realia pracy w terenie, nie tylko w teorii.
Z mojego punktu widzenia często powtarzanym błędem jest przekonanie, że od razu trzeba przechodzić do czynności ratunkowych, typu resuscytacja krążeniowo-oddechowa albo natychmiastowe wezwanie karetki. To chyba przez filmy czy jakieś poradniki w internecie, które zbyt mocno eksponują te spektakularne momenty akcji ratunkowej. Jednak w realnym świecie, zgodnie z zasadami pierwszej pomocy i wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji, wszystko zaczyna się od czegoś zupełnie innego. Jeśli nie zadbamy o własne bezpieczeństwo, możemy albo powiększyć liczbę poszkodowanych, albo zupełnie zablokować skuteczną pomoc. Na przykład próba ratowania osoby z wypadku drogowego bez zabezpieczenia miejsca grozi potrąceniem przez kolejny pojazd — to niestety nie są rzadkie scenariusze. Sprawdzanie krwawienia, zanim upewnimy się, że nie ma zagrożenia, też jest pochopne, bo możemy wejść w strefę niebezpieczną. Natomiast natychmiastowe wezwanie ambulansu bez rozeznania sytuacji może powodować chaos informacyjny; dyspozytor oczekuje jasnych informacji, ale jednocześnie zależy mu na bezpieczeństwie osoby dzwoniącej. Inaczej mówiąc, żadna z tych czynności nie powinna być wykonana przed oceną własnego bezpieczeństwa. Złe podejście do tematu skutkuje przesadnym pośpiechem i ryzykiem dla ratownika. Odpowiednia kolejność to najważniejszy element skutecznej pomocy — tylko wtedy każda dalsza procedura ma sens. Dlatego w branży ratowniczej powtarza się jak mantrę: „najpierw twoje bezpieczeństwo”. Bez tego cała reszta, choćby i najlepiej wykonana, może nie przynieść żadnych pozytywnych efektów. To naprawdę warto zapamiętać i stosować w praktyce, nawet jeśli wyda się komuś mniej spektakularne niż akcja reanimacyjna.