W programowaniu obiektowym najważniejsze jest właśnie to, że wszystko opiera się na współpracujących ze sobą instancjach klas, czyli obiektach. To one przechowują dane (atrybuty) i zachowania (metody), a cała logika programu kręci się wokół ich interakcji. W praktyce oznacza to, że projektując aplikację, skupiasz się na tym, jakie obiekty będą potrzebne (np. Użytkownik, Zamówienie, Produkt), jakie mają cechy i jak ze sobą współpracują. Takie podejście pozwala na łatwiejsze zarządzanie złożonymi programami – moim zdaniem dużo prościej utrzymać i rozwijać kod, gdy jest podzielony na logiczne byty. To też zgodne ze standardami jak SOLID czy wzorce projektowe typu MVC, gdzie każda część aplikacji odpowiada za coś konkretnego, a komunikacja odbywa się przez wywołania metod. Przykład? W sklepie internetowym klasy takie jak Koszyk i Produkt "rozmawiają" ze sobą: koszyk dodaje produkt, sprawdza jego stan itd. Co ciekawe, takie ułożenie bardzo ułatwia testowanie jednostkowe – testujesz zachowanie pojedynczych obiektów, zamiast całych skomplikowanych funkcji rozsianych po programie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że praca z kodem opartym o obiekty jest po prostu przyjemniejsza, mniej chaotyczna i zdecydowanie bardziej odporna na błędy przy rozwoju projektu.
Często spotykam się z przekonaniem, że budowanie programów opartych na modułach z funkcjami i zmiennymi globalnymi jest wystarczające, zwłaszcza w mniejszych projektach. Jednak takie podejście prowadzi do dużej trudności w utrzymaniu i rozwoju aplikacji, szczególnie gdy program zaczyna rosnąć. Globalne zmienne powodują tzw. efekt uboczny – nie wiadomo gdzie i kiedy ich stan się zmienia, co niesamowicie utrudnia debugowanie i wprowadzanie nowych funkcjonalności. Pętle dyspozytora i reakcja na zdarzenia to raczej domena programowania proceduralnego lub prostych systemów sterowania, ale nie oddają istoty programowania obiektowego – tu nie chodzi o centralne zarządzanie funkcjami, tylko o to, żeby obiekty same wiedziały, jak mają na siebie reagować. Zdarza mi się widzieć takie podejście w starszych aplikacjach, gdzie cała logika mieści się w jednym dużym pliku z wielką pętlą i masą instrukcji warunkowych – naprawdę trudno takie rozwiązania rozwijać bez wpadania w spaghetti code. Co do definicji warunków końcowych jako sposobu zarządzania programem, to jest to raczej element algorytmiki, a nie struktury aplikacji obiektowej. Moim zdaniem takie myślenie wynika z braku zrozumienia, jak ważna jest modularność i enkapsulacja w programowaniu obiektowym. Branżowe standardy (np. SOLID, DRY) podkreślają, że kod dobrze podzielony na obiekty i odpowiedzialności minimalizuje błędy i pozwala łatwo rozbudowywać aplikacje. Wspólna praca wielu instancji klas, każdej z jasno zdefiniowaną rolą, pozwala na tworzenie dużo bardziej elastycznych i odpornych na zmiany systemów. Jeśli ktoś nadal opiera projekt na globalnych zmiennych czy centralnej pętli, to prędzej czy później napotka na ścianę komplikacji, której można łatwo uniknąć, stosując paradygmat obiektowy.