Poprawnie wskazałeś, że dawkę flokulantu ustala się w odniesieniu do masy części stałych w zawiesinie w stanie suchym. To jest absolutna podstawa, jeśli chodzi o praktyczną technologię oczyszczania zawiesin, szczególnie w procesach technologicznych przeróbki kopalin, ale też w oczyszczaniu ścieków przemysłowych. Dlaczego stan suchy? Bo tylko wtedy mamy pewność, ile realnie jest substancji stałej, a nie wody czy innych domieszek, które przecież nie wymagają flokulanta. Tak robi się to od lat w każdej porządnej instalacji – w instrukcjach obsługi urządzeń zagęszczających i klarujących zawsze jest odniesienie do masy suchych substancji. Ja zawsze zwracam uwagę, by nie sugerować się objętością czy masą mokrą, bo to może wprowadzić w błąd np. przy wahaniach wilgotności szlamu. W praktyce najpierw pobiera się próbkę, suszy ją (czasem w piecu laboratoryjnym), ustala procent suchej masy i dopiero wtedy oblicza wymaganą ilość flokulantu. To pozwala zoptymalizować proces, zminimalizować zużycie chemikaliów i uniknąć niepotrzebnych kosztów. Typowe proporcje to np. kilka gramów flokulantu na tonę suchej masy, zależnie od typu zanieczyszczeń i specyfiki procesu. Dobrą praktyką jest regularna kontrola zawartości suchej masy – moim zdaniem to jedna z kluczowych umiejętności operatora, bo wtedy można reagować na zmiany w składzie zawiesiny i nie doprowadzić do strat lub zatorów w instalacji.
W praktyce określanie dawki flokulantu na podstawie objętości części stałych, objętości zawiesiny w jednostce czasu czy nawet masy części stałych w stanie mokrym prowadzi do poważnych nieścisłości w procesie klarowania zawiesin. Trzeba pamiętać, że zarówno objętość części stałych, jak i całej zawiesiny, są mocno zależne od uwodnienia i obecności innych faz, co przekłada się na duże wahania w rzeczywistym zapotrzebowaniu na flokulant. Wielu początkujących techników sądzi, że jeśli zawiesina wydaje się gęsta objętościowo lub ciężka po zważeniu w stanie mokrym, to dawka powinna być większa. To pułapka! Woda nie wymaga flokulantu, a jej udział w szlamie często przekracza 70-80%. Z kolei bazowanie na objętości przepływu (np. objętości zawiesiny w jednostce czasu) jest sensowne tylko wtedy, gdy zawartość suchej masy jest stała – a z mojego doświadczenia wynika, że rzadko się tak zdarza, szczególnie w przemysłowych warunkach, gdzie składy potrafią się zmieniać nawet z godziny na godzinę. Masę części stałych w stanie mokrym łatwo przeszacować, bo nie uwzględniamy wtedy zmienności zawartości wody, która może znacząco zaburzyć dozowanie chemikaliów. Najbezpieczniej i najdokładniej jest zawsze odnosić dawkę do suchej masy – tak jest w standardach branżowych i zaleceniach producentów flokulantów. Ignorowanie tej zasady prowadzi do nieefektywnego wykorzystywania odczynników, ryzyka przekroczenia norm środowiskowych i kosztownych zatorów w instalacji. Moim zdaniem, to kluczowy punkt, który powinien być opanowany przez każdego operatora i technika zaangażowanego w procesy klarowania i zagęszczania zawiesin.