W przypadku stosowania flokulantów do klarowania zawiesin, najczęściej używaną jednostką jest ppm, czyli części na milion (parts per million). To bardzo praktyczne, bo w technologiach uzdatniania wody czy przeróbki kopalin precyzyjne dawkowanie środków chemicznych może mieć ogromny wpływ na efektywność procesu. Na przykład, jeśli do zagęszczania szlamu w zakładzie flotacyjnym dodaje się flokulant, to kluczowe jest, by nie przekroczyć zalecanej dawki – za dużo i całość się zlepia, za mało i klarowanie idzie jak krew z nosa. Branżowe normy i instrukcje operacyjne (np. producentów flokulantów) jasno podają właśnie ppm jako standard. To pozwala na łatwe przeliczanie ilości środka chemicznego na masę zawiesiny lub objętość cieczy. Moim zdaniem, bez tej jednostki panowałby niezły bałagan, bo ppm świetnie nadaje się do wskazania niskich stężeń, które w tych procesach są najbardziej typowe. W praktyce, ustawiając dozownik flokulantu, operator maszyny czy laborant nie szuka wartości w MPa czy atm, tylko patrzy na stężenie w ppm – tak jest po prostu najwygodniej i najbezpieczniej. Warto też wiedzieć, że w większości innych procesów wodno-chemicznych, jak uzdatnianie wody pitnej lub oczyszczanie ścieków, również podaje się dawki reaktywów właśnie w ppm, co pozwala lepiej porównywać efektywność różnych substancji. Ostatecznie, ppm to taki branżowy standard, który każdy technik powinien mieć w małym palcu.
Wybierając właściwą jednostkę do określania dawki flokulantu stosowanego przy klarowaniu zawiesiny, łatwo popełnić błąd, sugerując się niespokrewnionymi oznaczeniami technicznymi. Na przykład atm (atmosfera) czy MPa (megapaskal) służą do pomiaru ciśnienia, a nie ilości substancji chemicznych. W praktyce ciśnienie ma znaczenie w zachodzących procesach fizycznych, takich jak sprężanie gazów czy testowanie wytrzymałości zbiorników, ale nie przy dozowaniu dodatków do zawiesin. Mylenie tych pojęć to częsty błąd osób, które nie miały do czynienia z procesową stroną przeróbki kopalin – niby techniczne skróty, ale zupełnie inne zastosowania. Z kolei mAh (miliamperogodzina) pojawia się w branży elektronicznej, przy określaniu pojemności akumulatorów i baterii, więc nie ma żadnego sensu w kontekście chemii procesowej czy technologii wodnych. Typowym powodem takich pomyłek jest kojarzenie skrótów technicznych z jakąś formą precyzji bądź nowoczesności, ale w praktyce każda dziedzina ma swoje jednostki miary dopasowane do realnych potrzeb. Z mojego doświadczenia w laboratorium i na wydziale przeróbczym, wszelkie środki chemiczne (czy to flokulanty, czy reagenty flotacyjne) podaje się w ppm, bo pozwala to na szybkie, jednoznaczne przeliczenie ilości na objętość lub masę cieczy. Używanie innych jednostek prowadziłoby do chaosu i utrudniałoby kontrolę procesu – a przecież precyzja jest tu kluczowa nie tylko dla jakości, ale i bezpieczeństwa pracy. Dobrą praktyką, zgodnie z wytycznymi producentów oraz standardami branżowymi, jest zawsze stosowanie ppm przy dozowaniu chemikaliów w niskich stężeniach, co zresztą pozwala na łatwiejsze porównywanie i raportowanie wyników. Warto więc już na tym etapie nauki zapamiętać, że choć skrótów technicznych mamy mnóstwo, to tylko niektóre z nich naprawdę mają zastosowanie do konkretnych procesów technologicznych.