Główną wadą klasyfikatorów spiralnych w zakładach przeróbczych rud miedzi rzeczywiście jest niska gęstość przelewu klasyfikatora. To wynika z samej konstrukcji i sposobu działania tego urządzenia. Klasyfikatory spiralne są szeroko stosowane do rozdziału zawiesin o różnej ziarnistości, ale niestety przelew, czyli ta część zawiesiny, która wypływa górą klasyfikatora, jest dość rozcieńczony – zawiera dużo wody i drobnych cząstek. W praktyce utrudnia to dalszą obróbkę, np. zagęszczanie czy odwadnianie, bo trzeba potem inwestować w dodatkowe procesy mające na celu zwiększenie stężenia zawiesiny. Przy dużych wydajnościach zakładu to naprawdę potrafi być kłopotliwe, wpływa na zużycie wody i energii w kolejnych etapach. Dobre praktyki branżowe podpowiadają, żeby tam gdzie to możliwe stosować inne rozwiązania, np. hydrocyklony, które zapewniają wyższe stężenia przelewu, ale nie zawsze da się je wdrożyć, bo wszystko zależy od charakterystyki złoża i wymagań procesu. Warto też pamiętać, że klasyfikatory spiralne mają zalety, np. prostotę obsługi i niskie koszty eksploatacji, ale właśnie niska gęstość przelewu jest ich słabym punktem. Moim zdaniem, w praktyce najważniejsze jest, by wiedzieć, kiedy taki klasyfikator się sprawdzi, a kiedy lepiej szukać alternatywy.
Trudno się nie zgodzić, że praca z maszynami w zakładzie wiąże się z różnymi problemami, ale trzeba dobrze rozumieć, na czym polegają typowe ograniczenia klasyfikatorów spiralnych. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że ich główną wadą jest niska wydajność pracy – w końcu spirala wygląda na dość powolną maszynę. Jednak w rzeczywistości wydajność tych urządzeń, szczególnie przy odpowiedniej konfiguracji i dla konkretnych frakcji ziarnowych, jest zadowalająca i całkiem dobrze sprawdzają się w ciągłym cyklu produkcyjnym. Jeśli chodzi o awaryjność, konstrukcja klasyfikatora spiralnego jest dość prosta. Spirala z wałem, koryto, napęd – tam naprawdę nie ma za dużo elementów, które mogłyby się regularnie psuć. Oczywiście czasem trzeba wymienić jakąś uszczelkę czy łożysko, ale to nie jest sprzęt, który wywołuje dużo przestojów. Często można spotkać się z przekonaniem, że zużycie energii elektrycznej jest wysokie, jednak w porównaniu np. do młynów kulowych czy pomp wysokociśnieniowych, klasyfikatory spiralne to raczej energooszczędne maszyny. Typowym błędem jest ocenianie klasyfikatorów tylko przez pryzmat zużycia prądu, a nie przez efektywność procesu klasyfikacji. Tymczasem prawdziwy problem klasyfikatorów spiralnych to niska gęstość przelewu – przelew jest rozwodniony, co ma wpływ na dalsze etapy przeróbki, generuje koszty i wymaga dodatkowych instalacji do zagęszczania. Moim zdaniem, w branży często łatwo się pomylić, bo szuka się winy w awariach czy poborze energii, zamiast patrzeć na charakterystykę produktu wyjściowego, a to jest właśnie kluczowe dla optymalizacji procesu przeróbki rud.