No i właśnie o to chodzi! W zadaniu kluczowe jest poprawne ustalenie, jaka wydajność powinna mieć sekcja kruszenia stacji przygotowania, żeby poradziła sobie z całą ilością materiału +130 mm. W praktyce często spotyka się sytuację, gdzie w nadawie, przykładowo z kopalni, tylko część materiału wymaga rozdrabniania – tutaj 20% z całkowitych 1200 t/h. Z prostego mnożenia wychodzi, że to 240 t/h (0,2 × 1200 t/h). Stacja kruszenia zawsze musi obsłużyć tę ilość, czasem nawet z lekką górką na wypadek wahań uziarnienia czy chwilowych wzrostów strumienia, ale standardy branżowe wymagają minimalnie tej wartości. Takie podejście minimalizuje przestoje i ryzyko zatorów. W praktyce, jeśli wydajność węzła kruszenia byłaby niższa (np. 180 t/h), część frakcji +130 mm pozostałaby nieprzetworzona, co mogłoby blokować kolejne etapy procesu i prowadzić do strat czasu oraz pieniędzy. Z mojego doświadczenia wynika, że w dobrze zaprojektowanych zakładach zmierza się nawet do lekkiego przewymiarowania sekcji kruszenia, ale minimum 240 t/h to po prostu wymóg technologiczny. Warto też pamiętać, że właściwy dobór wydajności urządzeń wpływa na stabilność pracy całej instalacji oraz bezpieczeństwo eksploatacji. Takie rzeczy docenia się zwłaszcza wtedy, gdy linia pracuje non-stop i nie ma miejsca na niedoszacowanie wydajności.
Wydaje się, że to pytanie często sprawia trudność, bo łatwo zgubić się w proporcjach i założeniach procesu. Jednym z typowych błędów jest patrzenie na całkowitą wydajność nadawy (1200 t/h) i próba jej bezpośredniego przypisania do węzła kruszenia. Jednak w praktyce rzadko cały materiał wymaga rozdrabniania – tutaj chodzi tylko o tę frakcję, która ma ponad 130 mm, a stanowi dokładnie 20% nadawy. Przypisanie zbyt małej wartości, np. 180 t/h, wynika zapewne z nieuwzględnienia rzeczywistego udziału tej frakcji. To prowadziłoby do częstych zatorów, bo nawet chwilowy wzrost udziału dużych ziaren mógłby sparaliżować produkcję. Z kolei przewymiarowanie, czyli zakładanie wydajności 300 czy nawet 360 t/h, to już sytuacja, gdzie inwestujemy niepotrzebnie w droższą infrastrukturę bez wyraźnej korzyści – żadna dobra praktyka nie zaleca aż takiego zapasu, chyba że przewiduje się duże wahania surowca. Odpowiedź zgodna z logiką procesu technologicznego daje wynik 240 t/h (czyli 20% z 1200 t/h). W branżowych normach i standardach projektowania urządzeń zawsze bierze się pod uwagę właściwy dobór do rzeczywistego obciążenia – ani za mało, ani z przesadnym zapasem. Często spotykam się z tym, że operatorzy lub projektanci przeceniają albo nie doceniają skali frakcji, przez co później linia technologiczna albo się dławi, albo generuje niepotrzebne koszty utrzymania. Warto pamiętać, że dokładna analiza uziarnienia nadawy to podstawa do prawidłowego doboru maszyn. Takie obliczenie – choć proste – jest kluczowe dla efektywności całego procesu.