Koncentrat po wstępnym odwodnieniu w filtrach próżniowych praktycznie zawsze trafia jako kolejny etap do suszenia. Tak to wygląda w większości zakładów przeróbczych, czy to węgla, rud metali czy innych kopalin. Filtry próżniowe usuwają tylko część wody, uzyskując produkt o wilgotności rzędu kilkunastu procent. A to wciąż za dużo, żeby koncentrat można było składować, transportować i sprzedawać bez obaw o grzyby, korozję czy zbrylanie. Suszarnia pozwala osiągnąć odpowiedni poziom wilgotności (często ok. 8% lub nawet mniej), co jest wymagane przez normy jakościowe przy sprzedaży. Z mojego punktu widzenia, taki podział etapów – filtracja próżniowa, a potem suszenie – to nie tylko wygoda, ale też standard branżowy. Warto pamiętać, że suszenie nie tylko poprawia stabilność produktu, ale też często obniża koszty transportu (płacisz za suchą masę, nie za wodę). W zakładach, gdzie nie ma problemu z energią, stosuje się nawet suszarnie bębnowe albo taśmowe. No i jeszcze jedna sprawa: suszenie ułatwia przechowywanie koncentratów przez dłuższy czas, bo zmniejsza ryzyko rozwoju mikroorganizmów. Cały ten proces ma wpływ także na ochronę środowiska – mniej wilgoci to mniejsze szanse na powstawanie odcieków z hałd magazynowych. Tak więc w praktyce, po filtrze próżniowym zawsze patrzymy w stronę suszarni, a nie innych procesów.
Często można się pomylić, zakładając, że po filtrach próżniowych koncentrat powinien trafić od razu do mielenia lub wzbogacania. W rzeczywistości już sama filtracja jest jednym z końcowych etapów przygotowania produktu do dalszego wykorzystania, a nie do kolejnych procesów rozdrabniania czy klasyfikacji. Po filtrach próżniowych koncentrat wciąż zawiera sporo wody, ale jest już na tyle oczyszczony, że nie wymaga ponownego wzbogacania. Technologicznie byłoby nielogiczne cofać się do poprzednich etapów typu mielenie, bo to podniosłoby tylko zużycie energii i pogorszyło strukturę produktu (czyli drobniejsze uziarnienie, które często jest niepożądane przy transporcie i magazynowaniu). Zagęszczanie natomiast stosujemy zwykle przed filtracją, a nie po niej – chodzi o to, żeby usunąć jak najwięcej wody z pulpy przed skierowaniem jej na filtr, a nie po filtrze. Typowym błędem jest myślenie, że zagęszczacz poprawi właściwości koncentratu po filtrze – niestety, tu już tej wolnej wody jest zbyt mało, by zagęszczanie dawało efekt. Branżowe normy i standardy jasno wskazują: po filtrze próżniowym produkt kierujemy do suszarni, żeby uzyskać docelową wilgotność. Przechodzenie z powrotem do poprzednich etapów albo próba dalszego zagęszczania to strata czasu i energii, która nie przynosi żadnych realnych korzyści. Moim zdaniem, ta logika wynika często z mylenia kolejności operacji albo z braku praktycznego doświadczenia z faktycznymi liniami przeróbczymi. Dobrze jest zapamiętać: filtracja próżniowa to wstęp do suszenia, nie do obróbki mechanicznej czy hydromechanicznej.