Zawartość fazy stałej w wodach obiegowych to naprawdę kluczowy parametr, który trzeba kontrolować praktycznie na każdym etapie przeróbki mechanicznej kopalin. Chodzi o całość cząstek stałych obecnych w wodzie – zarówno tych zawieszonych, jak i rozpuszczonych. W praktyce, jeżeli ta wartość zbytnio wzrośnie, mogą pojawić się poważne problemy eksploatacyjne, np. zapychanie rur, wymienników ciepła czy nagłe zużycie pomp. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie przez nieuwagę w kwestii kontroli fazy stałej, czasem dochodzi do awarii całych węzłów instalacji wodno-ściekowych. W branży uznaje się, że regularne monitorowanie i utrzymywanie zawartości fazy stałej na bezpiecznym poziomie to podstawa zarówno dla trwałości urządzeń, jak i skuteczności samego procesu technologicznego. Często stosuje się tu metody laboratoryjne (jak wagowa analiza reszty po odparowaniu), ale coraz częściej automatyczne czujniki, które na bieżąco mierzą stężenie zawiesin. Kontrola tego parametru jest standardem np. wg norm PN-EN i zaleceń producentów urządzeń procesowych. Warto pamiętać, że zbyt duża ilość fazy stałej to nie tylko zagrożenie sprzętowe, ale i środowiskowe, bo nieoczyszczone wody po obiegu mogą być źródłem wtórnego zanieczyszczenia. To naprawdę jeden z podstawowych wskaźników jakości wody technologicznej – bez tego trudno mówić o bezawaryjnej pracy zakładu.
Wybór innego parametru niż zawartość fazy stałej jako głównego nadzorowanego w wodach obiegowych wynika często z mylnego postrzegania, co faktycznie wpływa na sprawność i bezpieczeństwo instalacji przeróbczych. Np. twardość wody – owszem, ma znaczenie w układach chłodzenia czy kotłowych, gdzie wytrącanie się kamienia kotłowego jest problemem, ale w klasycznych wodach obiegowych służących do transportu zawiesin czy płukania, ten parametr nie ma aż takiego krytycznego znaczenia. Zawartość siarki natomiast rzadko kiedy jest bezpośrednio kontrolowana w wodach technologicznych; jest to raczej wskaźnik dotyczący składu chemicznego samych kopalin lub ewentualnie ścieków poprocesowych, ale nie samego obiegu wody. Zawartość tlenku węgla również nie jest typowym problemem – gaz ten nie rozpuszcza się łatwo w wodzie na tyle, by wpływać na prace instalacji, a jego kontrola dotyczy raczej powietrza procesowego czy emisji. Typowym błędem jest też utożsamianie „czystości” wody z jej parametrami chemicznymi, ignorując aspekt obecności zawiesin i osadów. W praktyce największe ryzyko dla instalacji wodnych wiąże się właśnie z kumulacją fazy stałej, bo to ona odpowiada za ścieranie, zapychanie i pogorszenie efektywności procesów technologicznych. Dobre praktyki branżowe oraz normy krajowe i europejskie jednoznacznie wskazują, że to stężenie fazy stałej trzeba mierzyć i regulować regularnie – inne parametry są istotne, ale nie w tym kontekście. Takie błędne podejście może prowadzić do bagatelizowania kluczowych zagrożeń i w efekcie do strat technologicznych lub środowiskowych.