Proces wzbogacania grawitacyjnego opiera się głównie na różnicy gęstości poszczególnych ziaren w mieszaninie. To chyba jeden z bardziej intuicyjnych sposobów rozdzielania materiałów, bo przecież już od dawna ludzie wykorzystywali siłę grawitacji do oddzielania złota od piasku czy innych minerałów. No i faktycznie, jeśli różne ziarna mają inną gęstość, to pod wpływem wody lub powietrza, zaczną się one naturalnie segregować – cięższe opadną na dno, lżejsze zostaną wyżej albo popłyną dalej. W praktyce w zakładach przeróbczych stosuje się mnóstwo różnych urządzeń do takiej separacji, np. stoły koncentracyjne, osadzarki, spirale czy rynny płuczące. W każdym z tych urządzeń kluczowe jest właśnie wykorzystanie różnicy w masie i objętości poszczególnych frakcji. Moim zdaniem to rozwiązanie jest bardzo uniwersalne, szczególnie przy dużych wydajnościach i tam, gdzie nie chcemy dodawać żadnych chemikaliów. Warto też pamiętać, że wzbogacanie grawitacyjne jest zgodne z zasadami zrównoważonej gospodarki surowcami, bo pozwala odzyskiwać cenne minerały bez dużego wpływu na środowisko. W branży uznaje się to za jedną z podstawowych i najtańszych metod wstępnej separacji surowców, zwłaszcza wtedy, gdy różnica gęstości jest naprawdę wyraźna.
Rozpatrując proces wzbogacania grawitacyjnego, łatwo jest się pomylić, jeśli nie rozumie się do końca, na czym polega to zjawisko. Niektórzy mogą myśleć, że chodzi tu o przebieranie ziaren – coś jak ręczne selekcjonowanie, ale to raczej stosowane jest w bardzo prymitywnych lub specjalnych przypadkach, np. przy bardzo dużych kawałkach minerałów. Jednak na skalę przemysłową takie przebieranie nie ma sensu, bo jest zbyt czasochłonne i mało wydajne. Z kolei samoczynna selekcja ziaren brzmi fajnie, ale w praktyce nie istnieje jako taki proces technologiczny – ziarna same z siebie bez żadnej siły napędowej nie ułożą się według gęstości, chyba że działa na nie właśnie grawitacja w połączeniu z wodą lub powietrzem. Radiometryczna selekcja ziaren to już zupełnie inna bajka – tam wykorzystywana jest promieniotwórczość naturalna albo sztuczne źródła promieniowania, żeby wykryć i oddzielić określone minerały na podstawie ich właściwości radiacyjnych, zupełnie niezależnie od gęstości. Takie metody stosuje się przy bardzo specyficznych surowcach, np. rudach uranu czy czasem węgla, ale nie w klasycznym wzbogacaniu grawitacyjnym. Najczęstszym błędem jest też myślenie, że każda metoda separacji opiera się tylko na wielkości czy kształcie ziaren – w przypadku grawitacyjnego wzbogacania kluczowa jest fizyczna cecha, czyli gęstość. Z mojego doświadczenia wynika, że to nieporozumienie bierze się też czasem z nieprecyzyjnego tłumaczenia procesów z języka technicznego na potoczny. Dlatego w standardach branżowych zawsze podkreśla się, że przy takiej metodzie rozdział zachodzi wyłącznie dzięki różnicy masowych właściwości ziaren i odpowiedniemu medium transportującemu, jak woda. Warto o tym pamiętać w praktyce, bo właściwe rozumienie tego procesu pozwala trafnie dobrać technologię do rodzaju kopaliny i oczekiwanego efektu końcowego.