Transport ciągły w zakładach przeróbczych to podstawa efektywnej pracy, nie da się tego ukryć. Stosuje się w tym celu urządzenia, które mogą bez przerwy – w sposób zautomatyzowany – przenosić materiał z punktu A do punktu B, jak np. przenośniki taśmowe, zgrzebłowe albo rurociągi do transportu hydraulicznego. Ładowarki łyżkowe, mimo że są bardzo wszechstronne i często spotykane na placach zakładów przeróbczych, służą raczej do transportu na krótkich dystansach, przeładunków czy załadunku/rozładunku, a nie do ciągłej pracy. Są to maszyny o pracy przerywanej – wymagają operatora i nie działają w trybie automatycznym, co całkowicie wyklucza je z kategorii „transport ciągły”. Przykładowo, przy transporcie urobku z przesiewacza na taśmociąg, nie użyje się ładowarki łyżkowej, bo byłoby to niepraktyczne i nieekonomiczne. Standardem branżowym jest wykorzystywanie przenośników ciągłych wszędzie tam, gdzie zależy nam na dużej wydajności i niskich kosztach eksploatacji. Moim zdaniem, to ważne, żeby rozumieć tę różnicę – w praktyce pozwala to uniknąć wielu błędów projektowych na etapie planowania instalacji. Warto zauważyć, że przenośniki taśmowe czy nawet rurociągi współpracują z systemami automatyki, a ładowarka wymaga ciągłej obecności człowieka. To niby proste, ale wielu praktyków wciąż to myli – może przez to, że ładowarki są tak powszechne w zakładach.
Wiele osób zakłada, że każde urządzenie transportowe w zakładzie przeróbczym może być uznane za element transportu ciągłego, jednak taka interpretacja mija się z rzeczywistością technologiczną. Przenośniki zgrzebłowe to klasyka transportu ciągłego, świetnie radzą sobie z przesuwaniem materiałów sypkich lub drobnych w sposób nieprzerwany, zwłaszcza tam, gdzie są trudne warunki lub ograniczona przestrzeń. Rurociągi polimerowe, choć brzmią nietypowo, są coraz częściej wybierane do transportu hydraulicznego, szczególnie mieszaniny wodno-mineralnej, i zapewniają ciągłość procesu bez angażowania operatora na każdym odcinku – zresztą, technologia ta jest coraz popularniejsza w nowoczesnych zakładach. Przenośniki taśmowe to już w ogóle podstawa – jeśli w zakładzie jest dużo materiału do przesunięcia na większe odległości, to nie ma lepszego rozwiązania. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zakłada, że ładowarka łyżkowa może pełnić tę samą rolę. Niestety, to maszyna typowo przeładunkowa, pracuje cyklicznie, wymaga operatora i nie zapewnia tej stałości przepływu materiału, co automatyczny przenośnik. Takie błędne myślenie często bierze się z obserwacji pracy zakładu, gdzie ładowarki rzeczywiście są ciągle w ruchu – ale to ruch przerywany, wręcz z natury nieciągły. Z mojego doświadczenia wynika, że takie pomyłki prowadzą potem do złych decyzji podczas projektowania przepływu materiału w zakładzie. Warto przyjąć, że tam, gdzie liczy się wydajność i powtarzalność, tylko urządzenia o pracy ciągłej się sprawdzają – i to jest standard, który powinniśmy znać i stosować w praktyce.