W zakładzie wzbogacania rudy miedzi woda technologiczna faktycznie tworzy obieg zamknięty i trafia z powrotem do układu wzbogacania. Takie podejście jest dziś absolutnym standardem w branży, bo pozwala naprawdę mocno ograniczyć zużycie świeżej wody i minimalizować odpady. Woda po procesach wzbogacania jest zwykle oczyszczana mechanicznie i chemicznie, żeby usunąć zawiesiny, resztki odczynników czy pyły, i ponownie wykorzystywana praktycznie w tym samym cyklu technologicznym. Chodzi tu nie tylko o dbałość o środowisko (bo wiadomo, normy środowiskowe są dziś wyśrubowane), ale też o koszty produkcji – im mniej świeżej wody trzeba kupić, tym tańsza produkcja. Z moich obserwacji wynika, że zakłady, które stosują zamknięte obiegi wody, mają znacznie mniej problemów z odprowadzaniem ścieków i rzadziej przekraczają limity emisji. W niektórych instalacjach odzysk wody sięga nawet 90–95%, a reszta trafia do oczyszczalni lub jest odparowywana. To jest naprawdę praktyczne rozwiązanie i w naszej branży właściwie nie wyobrażam sobie pracy bez obiegu zamkniętego, szczególnie przy tak dużych ilościach przetwarzanej rudy miedzi. Warto też pamiętać, że ta sama zasada dotyczy innych zakładów przeróbczych – wszędzie gdzie tylko można, dąży się do maksymalnego powrotu wody do procesu.
Woda technologiczna w zakładzie wzbogacania rudy miedzi absolutnie nie powinna trafiać do otwartych obiegów ani do retencyjnych zbiorników wody pitnej, czy – co gorsza – do sieci wodociągów miejskich. Takie postępowanie byłoby sprzeczne nie tylko z przepisami środowiskowymi, ale też zdrowym rozsądkiem inżynierskim. Woda używana w procesie wzbogacania ma kontakt z wieloma zanieczyszczeniami: drobinami rudy, odczynnikami chemicznymi, czasem nawet metalami ciężkimi. Gdyby wpuszczać ją bezpośrednio do naturalnych zbiorników lub systemów wodociągowych, to łatwo można by doprowadzić do skażenia środowiska i poważnych problemów zdrowotnych dla ludzi. Częsty błąd myślowy polega na utożsamianiu obiegu otwartego z brakiem zagrożeń – a to właśnie wtedy kontrola nad jakością wody się kończy. Nieporozumieniem jest też przekonanie, że zakład może pozwolić sobie na ciągłe pobieranie świeżej wody i wypuszczanie ścieków – w obecnych realiach ekonomicznych i przy obowiązujących restrykcjach środowiskowych, takie podejście jest kompletnie nieopłacalne i niezgodne z dobrymi praktykami branżowymi. Standardem jest zamknięty obieg: woda krąży przez kolejne etapy wzbogacania, jest oczyszczana i zawracana do procesu. To pozwala ograniczyć zużycie świeżych zasobów, zmniejszyć ilość odpadów i poprawić bilans wodny całego zakładu. Każde inne rozwiązanie, sugerujące otwarty obieg lub odprowadzanie wody poza zakład, świadczy albo o nieznajomości technologii, albo o braku świadomości wymagań środowiskowych. Moim zdaniem warto zawsze patrzeć na procesy całościowo – nie tylko przez pryzmat pojedynczego etapu, ale z uwzględnieniem całego cyklu wodnego w zakładzie. Właśnie dlatego zamknięty obieg jest praktycznym, ekonomicznym i ekologicznym wyborem.