Flotacja to taki trochę ciekawy proces, który łączy w sobie cechy z pogranicza chemii i fizyki – właśnie dlatego nazywa się go procesem fizyko-chemicznym. Moim zdaniem to jedna z najbardziej „sprytnych” metod wzbogacania kopalin, bo wykorzystuje się tu nie tylko działanie sił mechanicznych czy grawitacyjnych, ale przede wszystkim różnice w zwilżalności powierzchni minerałów. Chodzi o to, żeby dzięki odpowiednim odczynnikom (np. zbieraczom, pianotwórcom) zmienić właściwości powierzchni poszczególnych ziaren – jedne zaczynają „lubić” pęcherzyki powietrza i przyczepiają się do nich, inne zostają w zawiesinie wodnej. W praktyce np. w zakładzie przeróbczym rudy miedzi czy węgla, dzięki flotacji można oddzielić wartościowy koncentrat od skały płonnej. Co ciekawe, w przemyśle wydobywczym to już standardowa operacja – bez flotacji trudno sobie wyobrazić efektywną produkcję surowców o wysokiej czystości. Tak po ludzku, to super uniwersalny sposób, bo pozwala wydobyć minerały nawet z bardzo ubogich rud, a odpowiedni dobór odczynników i parametrów procesu (np. szybkość mieszania, ilość powietrza) pozwala „wyciągnąć” z rudy to, co najlepsze. Z mojego doświadczenia wynika, że rozumienie tej metody bardzo przydaje się, gdy trzeba zoptymalizować pracę zakładu albo rozwiązać nietypowe problemy z jakością koncentratów.
Jeśli ktoś myśli o wzbogacaniu flotacyjnym jako o procesie czysto chemicznym, mechanicznym czy grawitacyjnym, to pojawia się tu kilka typowych nieporozumień. Często jest tak, że nazwa „flotacja” mylnie kojarzy się ze zwykłym mieszaniem lub rozdziałem przez ciężar (grawitacja), ale to nie oddaje prawdziwej złożoności sprawy. Odpowiedź „chemiczny” jest zbyt uproszczona, ponieważ w flotacji reakcje chemiczne same w sobie nie decydują bezpośrednio o rozdziale – chodzi raczej o modyfikację powierzchni ziaren przez odczynniki, a potem decydują także zjawiska fizyczne, jak przyczepianie się do pęcherzyków powietrza. Z kolei odpowiedź „mechaniczny” sugeruje, że wszystko rozgrywa się dzięki siłom mechanicznym, jak w przesiewaniu czy rozdrabnianiu – a tu przecież kluczowa jest powierzchnia minerałów i ich zachowanie w kontakcie z wodą oraz powietrzem. Grawitacja też nie ma tu dominującego znaczenia – choć czasem w przeróbce mechanicznej bywa używana, to do flotacji niezbędne są zupełnie inne czynniki. Moim zdaniem sporo osób wpada w tę pułapkę skojarzeniową, bo wiele procesów w zakładach opiera się na prostych mechanizmach fizycznych, a flotacja wymaga zrozumienia zjawisk powierzchniowych i roli odczynników. Dla jasności: prawdziwa sztuka flotacji to kontrola i fizycznych, i chemicznych aspektów – bez tego koncentraty będą po prostu słabej jakości. W praktyce, to właśnie połączenie obu dziedzin gwarantuje skuteczność całej operacji. Dlatego mówi się, że wzbogacanie flotacyjne to proces fizyko-chemiczny, co jest zgodne ze standardami branżowymi i praktyką zakładów przeróbczych.