Zawartość wilgoci w koncentracie miedziowym kierowanym do huty rzeczywiście nie powinna przekraczać 8,5%. Taki limit wilgoci nie jest przypadkowy – wyznacza go praktyka hutnicza oraz normy jakościowe przyjęte w branży przeróbki i przetwórstwa rud miedzi. Wysoka wilgotność koncentratu negatywnie wpływa na dalsze etapy produkcji, zwłaszcza na procesy hutnicze, bo zwiększa się zużycie energii na odparowanie wody podczas wytopu, co generuje większe koszty i ryzyko technologiczne. Moim zdaniem to trochę niedoceniana sprawa w praktyce – wielu skupia się tylko na zawartości metalu, a właśnie wilgoć często jest problemem, zwłaszcza przy nieprawidłowym transporcie lub składowaniu koncentratu. Z mojego doświadczenia wynika, że koncentraty przechowywane zbyt długo na otwartych placach albo transportowane bez odpowiedniego zabezpieczenia bardzo łatwo chłoną wilgoć z otoczenia. W hucie każda nadmierna ilość wody powoduje nie tylko straty ciepła, ale i obniża wydajność pieca. Profesjonaliści zawsze starają się utrzymać wilgotność możliwie nisko, jednak akceptowany górny limit 8,5% daje pewien margines bezpieczeństwa, żeby koncentrat był nadal łatwy do transportu i przetwarzania. Dla przykładu, koncentrat wilgotniejszy potrafi zbić się w grudy czy wręcz zacementować na dnie wagonu, co utrudnia rozładunek i powoduje straty surowca. Warto pamiętać, że czasem nawet drobne przekroczenie tej granicy prowadzi do reklamacji partii produktu. Branża wyznaczyła taki standard właśnie po to, żeby zapewnić zarówno sprawność technologiczną procesu, jak i bezpieczeństwo pracowników oraz urządzeń.
W praktyce przemysłu miedziowego często spotyka się przekonanie, że koncentrat powinien być możliwie suchy, ale niektórzy mylnie zakładają zbyt niskie limity, jak np. 4,5% czy 5,5%. Te wartości są typowe raczej dla bardzo dobrze wysuszonych koncentratów albo dla określonych, szczególnych procesów technologicznych, gdzie kluczowa jest wyjątkowo niska wilgotność – przykładowo przy długotrwałym magazynowaniu czy transporcie na dużą odległość. Jednak w codziennej praktyce hutniczej, zwłaszcza w Polsce, dopuszczalna zawartość wilgoci jest nieco wyższa, bo koncentraty są często transportowane na krótszych trasach i mają zapewnione szybkie przeróbki. Odpowiedzi 6,5% czy nawet 5,5% pojawiają się zwykle z powodu nadmiernego przywiązania do standardów laboratoryjnych, które nie zawsze przekładają się na realia przemysłu ciężkiego. Trzeba pamiętać, że tak restrykcyjne limity praktycznie zwiększają koszty suszenia, wydłużają czas produkcji i niepotrzebnie obciążają urządzenia suszarnicze. Z kolei zbytni optymizm – czyli myślenie, że koncentrat może mieć dowolnie wysoką wilgotność, dopóki nie cieknie wodą – prowadzi do poważnych błędów, bo powyżej 8,5% pojawiają się realne problemy technologiczne, jak zlepianie się materiału, trudności rozładunkowe, czy wręcz lokalne korozje elementów instalacji. Spotkałem się z przypadkami, gdzie źle określony limit wilgoci prowadził do przestojów w hucie albo konieczności przepakowywania całych partii koncentratu. Moim zdaniem najważniejsze, by rozumieć, że ustalony poziom 8,5% to wynik kompromisu między technicznymi wymaganiami procesu a opłacalnością produkcji – nie warto schodzić niżej, jeśli nie ma takiej konieczności, ale też nie wolno przekraczać tej granicy, bo skutki są zwykle kosztowne i uciążliwe.