Przesiewacz WP1 to chyba jedno z najbardziej charakterystycznych urządzeń, jeśli chodzi o przesiewanie węgla i innych kopalin w polskich zakładach przeróbczych. Rozpoznajesz go przede wszystkim po prostej, solidnej konstrukcji i poziomym ułożeniu, co jest bardzo typowe dla przesiewaczy typu WP (wibracyjno-przesiewających o poziomej osi drgań). Przesiewacze WP1 są najczęściej wykorzystywane do przesiewania surowca o zróżnicowanej granulacji – no taki klasyczny etap przygotowania węgla przed wzbogacaniem czy sortowaniem. Moim zdaniem warto zapamiętać, że WP1 mają stosunkowo dużą wydajność i są raczej łatwe w eksploatacji, co doceni każdy operator, szczególnie jeśli liczy się niezawodność. Bardzo ważne jest, że konstrukcja tych przesiewaczy zapewnia równomierny rozkład materiału na sicie, co pozwala efektywnie oddzielić frakcje drobne od grubych. Przesiewacze WP1 są zgodne z wytycznymi norm branżowych, które zalecają stosowanie przesiewaczy wibracyjnych do wstępnej separacji materiałów o dużej zawartości drobnych ziaren. W praktyce często wykorzystuje się je w zakładach przeróbczych węgla, ale spotkasz je również w sortowniach kruszyw czy nawet w przemyśle cementowym. To takie urządzenie – niby proste, ale bez niego linia technologiczna po prostu by nie działała, jak należy.
Wybór przesiewacza innego niż WP1, czyli np. WP2, WK1 czy WK2, najczęściej wynika z przekonania, że te urządzenia mają podobną budowę lub zastosowanie. To dosyć częsty błąd, bo jednak różnice są istotne, choć na pierwszy rzut oka mogą umknąć. Przesiewacze WP2 różnią się od WP1 głównie rozmiarami i szczegółami konstrukcyjnymi, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób wzbudzania drgań i kąt nachylenia. Z mojego doświadczenia wynika, że WP2 są stosowane raczej do innych frakcji materiału lub w liniach technologicznych wymagających nieco innej wydajności oraz rozkładu materiału na sicie. Z kolei przesiewacze WK1 i WK2 to już zupełnie inna bajka – należą do przesiewaczy kaskadowych, co oznacza, że materiał przemieszcza się po kilku poziomach sit umieszczonych kaskadowo, a nie po jednym poziomym. Taka konstrukcja znacznie zmienia sposób rozdziału frakcji oraz pozwala na dokładniejsze sortowanie, szczególnie przy mniejszych klasach ziarnowych albo większej zawartości drobnych. W praktyce wybór nieodpowiedniego typu przesiewacza prowadzi do obniżenia wydajności linii, zwiększa ryzyko zapychania się sit albo po prostu powoduje, że uzyskujemy produkt o nieprawidłowych parametrach. Typowym błędem jest też niedocenianie znaczenia kąta pochylenia sita oraz układu napędu. Zawsze warto sprawdzić dokumentację techniczną urządzenia i dopasować typ przesiewacza do konkretnego procesu technologicznego – takie podejście to podstawa dobrej praktyki branżowej.