Minimalna zawartość pyłu węglowego w powietrzu, która stanowi realne zagrożenie wybuchem, wynosi już 50 g/m³, co potwierdzają zarówno krajowe przepisy górnicze, jak i międzynarodowe normy BHP. To bardzo istotny parametr – w praktyce już tak niewielka koncentracja pyłu, zmieszana z powietrzem i poddana inicjującemu źródłu zapłonu (np. iskra, gorąca powierzchnia), może wywołać gwałtowny wybuch. W zakładach przeróbki węgla i w kopalniach ogromną uwagę zwraca się na monitorowanie stężenia pyłu, wentylację i stosowanie systemów odpylania, właśnie po to, żeby nie przekroczyć tej granicy. Moim zdaniem, wiele osób nie docenia, jak niski to jest próg – 50 gramów na metr sześcienny potrafi pojawić się wręcz podczas zwykłego przesypywania czy transportu węgla. Fachowcy wiedzą, że regularne sprzątanie i nawilżanie powierzchni, a także stosowanie odpowiednich filtrów i barier pyłowych, to absolutna podstawa bezpiecznej pracy przy węglu. Z własnego doświadczenia powiem, że nawet chwilowe przekroczenie tej koncentracji może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji. Warto pamiętać, że normy bezpieczeństwa nie są na wyrost – wiele wypadków w historii górnictwa zaczęło się właśnie od zignorowania tej wartości. W niektórych sytuacjach, na przykład przy pracach konserwacyjnych lub podczas awarii wentylacji, stężenie pyłu może niepostrzeżenie wzrosnąć. Dlatego automatyczne systemy detekcji i prewencyjna kontrola warunków pyłowych w zakładzie to klucz do bezpieczeństwa – i to nie tylko na papierze, ale realnie na co dzień.
Pył węglowy to bardzo niebezpieczny składnik środowiska pracy w procesach przeróbki i magazynowania węgla. Często jednak błędnie zakłada się, że wybuch może nastąpić dopiero przy dużo większych stężeniach pyłu, np. rzędu 100 czy nawet 500 g/m³. Takie podejście wynika z niedocenienia skali zagrożenia – w praktyce już znacznie niższe wartości są wystarczające do rozpoczęcia reakcji wybuchowej. W rzeczywistości, stężenie minimalne, przy którym pył węglowy w powietrzu staje się wybuchowy, określa się na poziomie 50 g/m³. Wybór niższej wartości, na przykład 10 g/m³, jest z kolei typowym błędem wynikającym z braku rozróżnienia między zagrożeniem wybuchem a innymi szkodliwościami pyłu (np. pylicą węglową), gdzie dopuszczalne stężenia są znacznie niższe i chodzi przede wszystkim o ochronę dróg oddechowych pracowników. Inaczej jest w przypadku wybuchów – tutaj decyduje nie tyle szkodliwość zdrowotna, co zdolność mieszaniny do przenoszenia płomienia i gwałtownego rozprężania gazów. Wyższe wartości, takie jak 100 czy 500 g/m³, rzeczywiście zwiększają intensywność potencjalnego wybuchu, ale sam wybuch może się już pojawić od 50 g/m³. To minimalna koncentracja, która pozwala na powstanie tzw. chmury wybuchowej przy obecności zapłonu. Mylenie tych wartości prowadzi czasem do zaniedbań – ktoś może pomyśleć, że wystarczy, by w pomieszczeniu nie unosił się widoczny pył, a tymczasem nawet ledwo zauważalne stężenie niesie poważne ryzyko. W branży od lat obowiązują przepisy nakazujące prewencyjne działania już przy przekroczeniu tej dolnej granicy. Praktyka pokazuje, że właśnie nieuwaga na to, jak nisko ustawiona jest ta granica, przyczynia się do najpoważniejszych incydentów. Najlepsze zakłady, moim zdaniem, niezwłocznie reagują nawet na sygnały o zbliżaniu się do tych 50 g/m³ i nie czekają z działaniami zabezpieczającymi na wyższe wartości.