Poprawna odpowiedź wynika z dokładnego zrozumienia, jak oblicza się minimalną wydajność przesiewacza na podstawie danych o wychodzie i procentowym udziale produktu dolnego. Skoro 462 Mg/h stanowi 70% nadawy, to całkowita nadawa wynosi 462 Mg/h ÷ 0,7 = 660 Mg/h i właśnie taka powinna być minimalna wydajność przesiewacza, by mógł skutecznie przesiać całą ilość materiału. Takie podejście jest zgodne z podstawowymi zasadami projektowania urządzeń przeróbczych w branży wydobywczej i przeróbki kopalin stałych – zawsze bierze się pod uwagę nie tylko ilość produktu końcowego, ale także stosunek masowy pomiędzy frakcjami. W praktyce, w zakładach przeróbczych często spotyka się sytuacje, gdzie nieumiejętne określenie minimalnej wydajności prowadzi do przeciążenia maszyn i szybszego zużycia podzespołów. Z mojego doświadczenia wynika, że uwzględnianie pełnej wartości nadawy w obliczeniach to nie tylko sucha teoria – to codzienność w każdej dobrze funkcjonującej sortowni czy żwirowni. Dobrą praktyką jest zawsze zakładać minimalną wydajność urządzenia równą nadawie, bo każde niedoszacowanie skutkuje spadkiem efektywności i większymi kosztami utrzymania. Warto też pamiętać, że w sytuacjach, gdy planujemy rezerwę produkcyjną, przyjmuje się jeszcze większą wydajność, by zapewnić margines bezpieczeństwa.
Podczas rozwiązywania tego typu zadań wielu uczniów lub praktyków popełnia błąd polegający na utożsamianiu ilości produktu dolnego z wydajnością przesiewacza. To mylące, bo wydajność maszyny to nie to samo co ilość jednego z produktów procesu. Często w praktyce zauważa się, że ktoś bierze za wydajność np. tylko 70% nadawy (czyli 462 Mg/h) albo próbuje odwrócić proporcje i wylicza wartości typu 323 Mg/h czy 392 Mg/h, myśląc, że wystarczy, by przesiewacz obsłużył tylko część strumienia materiału. Takie podejście niestety nie sprawdza się, bo przesiewacz musi być w stanie przetworzyć CAŁĄ nadawę, a nie tylko tę frakcję, która przechodzi przez sito. Jeśli maszyna miałaby wydajność mniejszą niż strumień nadawy, powstałby zator, spadłaby efektywność, a sama linia technologiczna byłaby narażona na awarie czy przestoje. Moim zdaniem najczęstszą pułapką jest nieuwzględnienie relacji masowych i procentowych – to taka typowa pomyłka, gdy patrzymy tylko na wynik końcowy, a nie cały proces. W praktyce działanie zgodne z normami branżowymi wymaga uwzględnienia pełnego przepływu materiału. Przesiewacz powinien mieć taką wydajność, jak całkowita ilość materiału poddawanego przesiewaniu, czyli w tym przypadku 660 Mg/h. Zawsze warto pamiętać, że dobra praktyka technologiczna opiera się na pełnym rozumieniu masowych bilansów procesowych, a nie tylko na prostym przeniesieniu wyniku z jednej części procesu na całość. Utrwalenie tych zasad pozwala uniknąć kosztownych błędów i zapewnia płynną pracę instalacji.