Prawidłowa odpowiedź to 300 g/m³, bo właśnie taka zawartość pyłu węglowego w powietrzu uznawana jest za dolną granicę wybuchowości tego pyłu w typowych warunkach występujących w przemyśle wydobywczym i przeróbczym. Inaczej mówiąc, stężenie pyłu węglowego na tym poziomie już wystarczy, by przy obecności źródła zapłonu doszło do gwałtownej reakcji wybuchowej. Moim zdaniem to strasznie ważna informacja dla każdego, kto pracuje przy transporcie, przesiewaniu czy magazynowaniu węgla – bo nie jest to wartość z kosmosu, tylko osiągalna w zwyczajnych, zaniedbanych warunkach, na przykład gdy nie działa dobrze odpylanie albo jest słaba wentylacja. Warto pamiętać, że niższe stężenia mogą być niebezpieczne, ale dopiero 300 g/m³ to poziom, który uznaje się za realne zagrożenie wybuchem zgodnie z normami branżowymi i przepisami BHP. W praktyce oznacza to, że już niewielka ilość pyłu niesionego w powietrzu może przekształcić się w poważne zagrożenie, jeśli dojdzie do iskrzenia lub kontaktu z gorącą powierzchnią. Branża górnicza i zakłady przeróbki kopalin bardzo rygorystycznie podchodzą do monitorowania i ograniczania zapylenia, bo nawet doświadczeni pracownicy czasem lekceważą te wartości, myśląc, że potrzeba dużo więcej pyłu, żeby doszło do wybuchu. Ja zawsze powtarzam, żeby nie ufać własnym oczom, tylko korzystać z czujników i regularnie sprawdzać poziom pyłu, bo granica wybuchowości jest niższa, niż się wydaje.
Wiele osób sądzi, że do wybuchu pyłu węglowego potrzeba bardzo wysokiego stężenia, nawet ponad 1000 g/m³, bo właśnie tak wyobrażają sobie realne zagrożenie – że pyłu musi być dosłownie pełno w powietrzu. To jest jednak mylące podejście. W rzeczywistości już przy poziomie 300 g/m³, co nie robi wrażenia na pierwszy rzut oka, mamy pełnoprawne, potwierdzone badaniami i normami zagrożenie wybuchem. Zawartości rzędu 10 czy 40 g/m³ są zbyt niskie – nawet jeśli taki pył wisi w powietrzu, to nie wystarczy do rozprzestrzenienia płomienia w dużej objętości, bo ilość dostępnego materiału palnego jest za mała. Z drugiej strony pojawia się błąd myślenia, że im więcej tym gorzej, i dlatego ktoś może wskazać 1200 g/m³. W praktyce jednak przy tak wysokim stężeniu pył tworzy gęstą chmurę, która częściowo utrudnia dostęp tlenu, przez co reakcja nie jest już tak szybka i gwałtowna – można powiedzieć, że za dużo pyłu bywa wręcz czynnikiem obniżającym dynamikę wybuchu. Moim zdaniem zbyt częste jest uproszczone podejście: „więcej pyłu = większe zagrożenie”, podczas gdy kluczowa jest znajomość konkretnej dolnej granicy wybuchowości. W codziennej pracy w zakładzie górniczym czy podczas rozładunku węgla tak naprawdę nikt nie widzi „gołym okiem” przekroczenia 300 g/m³, a to właśnie ta ilość jest wpisana w normy i instrukcje bezpieczeństwa. Dlatego nie powinno się lekceważyć nawet pozornie niewielkiego zapylenia, tylko działać zgodnie z procedurami i monitorować poziom pyłu profesjonalnym sprzętem. To wszystko pokazuje, że znajomość dokładnej wartości progowej nie jest tylko akademicką ciekawostką, ale bezpośrednio przekłada się na bezpieczeństwo ludzi i infrastruktury.