Magnetyt jest klasycznym obciążnikiem stosowanym do przygotowania cieczy ciężkich w procesach wzbogacania kopalin stałych, zwłaszcza w zakładach przeróbczych. Zwykle używa się go do uzyskiwania zawiesin o wysokiej gęstości, co pozwala skutecznie rozdzielać minerały na podstawie różnicy ich gęstości. Takie zastosowanie magnetytu jest zgodne z dobrymi praktykami branżowymi – wykorzystuje się go głównie ze względu na bardzo wysoką gęstość właściwą (ok. 5,2 g/cm3), niską rozpuszczalność i obojętność chemiczną. W praktyce produkcyjnej, np. w przeróbce węgla, zawiesiny magnetytowe pozwalają precyzyjnie oddzielać frakcje węgla od skały płonnej. Spotkałem się nieraz z opinią, że to właśnie magnetyt gwarantuje stabilność parametrów cieczy ciężkiej oraz umożliwia jej wielokrotne użycie po oczyszczeniu. Dodatkowo, obecność magnetytu w instalacjach przeróbczych jest standardem nie tylko w Polsce, ale i na świecie – to taki trochę branżowy fundament. Co ciekawe, dla uzyskania jeszcze większych gęstości czasem łączy się magnetyt z innymi minerałami, ale zawsze to właśnie on jest podstawą zawiesiny. Fajnie, jeśli ktoś ma okazję zobaczyć cały cykl pracy z cieczą ciężką na żywo – wtedy jeszcze lepiej można docenić rolę magnetytu.
Wiele osób myli temat obciążników używanych do sporządzania cieczy ciężkich, bo na pierwszy rzut oka każdy minerał wydaje się dobry, jeśli tylko jest cięższy od wody. Jednak tu liczy się nie tylko masa własna, ale też stabilność chemiczna, łatwość separacji, koszt i dostępność. Karnalit, sylwin czy halit to minerały głównie wykorzystywane w przemyśle chemicznym czy jako źródło potasu i soli kamiennej, natomiast zupełnie nie sprawdzają się jako obciążniki cieczy ciężkich. Przede wszystkim mają znacznie niższą gęstość właściwą – poniżej 2 g/cm3 – więc nie pozwalają osiągnąć wymaganych parametrów cieczy ciężkich, które są niezbędne do skutecznego rozdzielania ziarn kopalin o różnej gęstości. Co gorsza, są rozpuszczalne w wodzie, co prowadziłoby do zmian składu cieczy, utraty kontroli nad procesem i dodatkowych kosztów. Z mojego punktu widzenia jednym z częstszych błędów jest zakładanie, że każdy minerał „ciężki” (cokolwiek to znaczy) nada się do tego procesu, bo „ciężki” to wystarczający parametr. Tymczasem w praktyce liczy się odporność na rozpuszczanie, możliwość recyrkulacji i bezpieczeństwo procesu. Magnetyt spełnia te wymagania praktycznie wzorcowo – jest tani, dostępny, daje się oddzielić magnetycznie, a jego zawiesiny są stabilne nawet w dłuższej eksploatacji. Stosowanie innych minerałów zamiast magnetytu prowadziłoby do problemów technologicznych i podwyższonego ryzyka błędów w produkcji. Przemysł od dawna unika karnalitu, sylwinu i halitu w tej roli, bo po prostu się nie sprawdzają. Warto o tym pamiętać, bo w podręcznikach często podkreśla się właśnie te aspekty.