Koagulacja to naprawdę kluczowy proces w uzdatnianiu i klarowaniu wód, zarówno technologicznych, jak i pitnych czy przemysłowych. Chodzi o to, żeby drobne, często niewidoczne gołym okiem cząstki mineralne czy zawiesiny, które są rozproszone w wodzie, zaczęły się ze sobą łączyć w większe agregaty. Dzięki temu łatwiej je potem usunąć przez sedymentację albo filtrację. Z praktyki – w stacji uzdatniania wody, zaraz po dozowaniu koagulantu (np. siarczan glinu czy chlorek żelaza), widać, jak woda zaczyna się klarować. Cała magia polega na tym, że koagulanty neutralizują ładunki powierzchniowe tych drobnych cząstek, przez co przestają się odpychać i zbijają się w tzw. kłaczki. W branży mówi się, że to podstawa, jeśli chodzi o oczyszczanie ścieków, bo bez koagulacji często nie da się osiągnąć wymaganych norm czystości. Moim zdaniem, każda osoba związana z gospodarką wodno-ściekową albo przeróbką kopalin powinna znać ten proces od podszewki. Koagulacja jest też szeroko stosowana w procesach przeróbczych w kopalniach do usuwania drobnych frakcji z wód obiegowych czy recyrkulowanych – to po prostu standard branżowy. Dla mnie, to taki niepozorny, ale absolutnie niezbędny etap, o którym nie można zapominać przy projektowaniu instalacji.
Pomylenie koagulacji z innymi procesami, takimi jak flotacja, dekantacja czy koalescencja, to dość częsty błąd, zwłaszcza na początku nauki o przeróbce kopalin i uzdatnianiu wód. Flotacja wcale nie polega na łączeniu drobnych cząstek – tutaj chodzi raczej o wykorzystanie pęcherzyków powietrza, które przyczepiają się do cząsteczek i wynoszą je na powierzchnię cieczy. To rewelacyjna metoda np. przy odzyskiwaniu cennych minerałów z rudy, ale zupełnie inna idea niż koagulacja. Dekantacja natomiast to po prostu zlewanie cieczy znad osadu, czyli separacja na zasadzie różnicy gęstości, bez żadnego łączenia się cząstek. Często się ją stosuje po sedymentacji, kiedy już mamy wyraźny podział na fazy. Koalescencja zaś to zjawisko dotyczące głównie cieczy, np. łączenie się kropelek oleju w większe krople – raczej nie dotyczy zawiesin mineralnych czy typowo nieorganicznych koloidów. Moim zdaniem, mylenie tych pojęć wynika najczęściej z tego, że w praktyce często występują razem w ciągu technologicznym, ale każda z tych operacji opiera się na zupełnie innych zasadach fizykochemicznych. W branży uzdatniania wód czy mineralnej bardzo ważne jest, żeby rozumieć, jakie procesy stosujemy w danym miejscu i czemu dokładnie one służą. Koagulacja, w odróżnieniu od wymienionych metod, polega właśnie na neutralizacji ładunków koloidów i ich łączeniu się w większe agregaty, co diametralnie ułatwia kolejne etapy oczyszczania. Warto zapamiętać, że tylko prawidłowe rozpoznanie procesu pozwala dobrać odpowiednie odczynniki i urządzenia, bo inaczej efektywność technologii leci na łeb na szyję.