Suszarki bębnowe opalane gazem ziemnym to dziś właściwie standard w hutnictwie, jeśli chodzi o suszenie koncentratów miedziowych, głównie przez efektywność, bezpieczeństwo i łatwość regulacji parametrów procesu. Gaz ziemny jest czystym nośnikiem energii, nie powoduje dodatkowych zanieczyszczeń, typu tlenki siarki czy pyły, które utrudniałyby potem dalszą obróbkę koncentratu. Temperatura i czas suszenia w tych urządzeniach można precyzyjnie kontrolować, co pozwala osiągnąć ten wymagany poziom wilgoci – poniżej 8,5%. Z mojego doświadczenia, jeśli coś nie idzie przy tej metodzie, to najczęściej problem leży po stronie automatyki albo błędnego załadunku, bo sama technologia jest bardzo sprawdzona. W praktyce, suszarki bębnowe zasilane gazem ziemnym zapewniają równomierne i stosunkowo delikatne usuwanie wilgoci, bez ryzyka przypaleń czy lokalnego przegrzewania produktu. W hutach najważniejsze jest, żeby przygotować koncentrat tak, by nie spowodować zakłóceń w ciągu technologicznym – np. przy zbyt wilgotnym wsadzie mogą powstawać spieki albo kłopoty z transportem pneumatycznym. Właśnie dlatego branża stawia na takie rozwiązania, bo gwarantują przewidywalną jakość. Dodatkowo, łatwość sterowania i automatyzacji sprawia, że można szybko reagować na zmiany składu czy granulacji koncentratu. Generalnie, wybór gazu ziemnego jako paliwa to także kwestia ekonomiczna i środowiskowa, bo jest po prostu czystszy i mniej kłopotliwy niż alternatywy.
Dość często można spotkać się z przekonaniem, że suszenie koncentratów miedziowych można realizować na przykład w piecach zawiesinowych czy nawet poprzez zastosowanie pras filtracyjnych. W praktyce jednak te urządzenia służą do zupełnie innych etapów procesu technologicznego. Piece zawiesinowe to miejsce, gdzie zachodzi właściwy proces pirometalurgiczny, czyli przeróbka koncentratu już po jego wcześniejszym przygotowaniu – głównie po wysuszeniu. Nie są one żadnym sposobem na redukcję wilgotności, a wręcz przeciwnie: wsad o zbyt wysokiej wilgotności potrafi utrudnić ich pracę, blokować palniki czy powodować powstawanie nadmiernych spieków. Z kolei ciśnieniowe prasy filtracyjne to urządzenia do odwadniania, a nie do suszenia. Rzeczywiście, po flotacji koncentrat jest bardzo mokry i trzeba go najpierw pofiltrować, ale wyciskanie wody pod ciśnieniem daje nam co najwyżej koncentrat o wilgotności kilku, kilkunastu procent. To wciąż za dużo, by można go było bezpiecznie przewozić i stosować w piecu. Tak samo, choć czasem pada pomysł wykorzystania pieców opalanych tlenkiem węgla, to jest to rozwiązanie niepraktyczne – emisje są zbyt duże, a kontrola procesu trudna. Typowym błędem jest też utożsamianie każdego urządzenia z wysoką temperaturą z suszarką – tu liczy się równomierne, kontrolowane odparowanie wody, a nie samo podgrzewanie. Najlepsze efekty daje suszarka bębnowa opalana gazem ziemnym, bo tu parametry można wyregulować i nie ma ryzyka niekontrolowanego przegrzania. Moim zdaniem, warto pamiętać, że dobra praktyka nakazuje wyraźnie rozdzielać etapy: prasa filtracyjna to odwadnianie, a suszarka bębnowa – suszenie do finalnego poziomu wilgoci. Takie rozróżnienie jest kluczowe dla utrzymania jakości koncentratu na dalszych etapach produkcji.