Transport węgla brunatnego do elektrowni odbywa się najczęściej przy użyciu przenośników taśmowych i to jest już właściwie taka branżowa norma. Przenośniki taśmowe są bardzo wydajne, mogą przesyłać ogromne ilości węgla na duże odległości praktycznie bez przerwy i w sposób zautomatyzowany, co znacznie obniża koszty pracy, no i minimalizuje straty surowca podczas transportu. Takie rozwiązanie jest szczególnie popularne na dużych odkrywkach i w elektrowniach opalanych węglem brunatnym, bo pozwala na stworzenie ciągłego łańcucha dostaw surowca od kopalni aż do kotła. W Polsce, choćby w Bełchatowie czy Turowie, przenośniki taśmowe to podstawa logistyki. Z mojego doświadczenia wynika też, że duża automatyzacja tego procesu ułatwia prowadzenie stałego monitoringu parametrów węgla oraz ogranicza konieczność angażowania ludzi przy przenoszeniu setek ton dziennie. Dobrze zaprojektowana taśmociągowa linia transportowa jest odporna na warunki pogodowe, można ją też łatwo rozbudować lub modyfikować, jeśli zmieni się układ kopalni czy elektrowni. Moim zdaniem to jedno z najbardziej praktycznych i efektywnych rozwiązań, jakie wymyślono dla tego sektora przemysłu. Przenośniki ślimakowe czy ładowarki zupełnie się tu nie sprawdzają na taką skalę, a rurociągi pojawiają się raczej w transporcie pyłów lub szlamów, a nie surowca typu węgiel brunatny.
Wybierając inne opcje niż przenośniki taśmowe, łatwo się pomylić, myśląc o transporcie na mniejszą skalę albo o innych materiałach. Przenośniki ślimakowe są rzeczywiście stosowane w przemyśle, ale raczej do transportu materiałów sypkich o mniejszych frakcjach, takich jak popiół, miał czy nawet cement. Nie poradzą sobie z dużą ilością grubego węgla na długich dystansach, a ich wydajność jest mocno ograniczona w porównaniu z przenośnikami taśmowymi. Rurociągi polimerowe bywają używane do przemieszczania szlamów lub drobnych zawiesin, czasem w procesach flotacji albo odwadniania, ale nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby masowy, suchy węgiel brunatny trafiał do elektrowni rurociągiem – to po prostu niepraktyczne, nieopłacalne i technicznie trudne do zrealizowania ze względu na ścieralność i ryzyko zapychania. Ładowarki łyżkowe mają zupełnie inne zastosowanie: służą do załadunku, przeładunku na krótkim odcinku czy obsługi placów składowych, ale nie do ciągłego, zautomatyzowanego transportu na skalę przemysłową – nawet największe ładowarki nie sprostają takiemu zadaniu logistycznemu. Typowym błędem jest tu przenoszenie rozwiązań z innych branż albo z mniejszych zakładów na wielkoskalowy przemysł energetyczny. Branżowe standardy i praktyka pokazują, że tam, gdzie liczy się wydajność, niezawodność i niskie koszty eksploatacji, dominują przenośniki taśmowe. Warto więc pamiętać, że dobór urządzenia transportowego zawsze zależy od ilości, charakterystyki surowca oraz wymaganej ciągłości procesu i nie każde uniwersalne narzędzie zda egzamin w przypadku węgla brunatnego.