Rzeczywiście, wody obiegowe w zakładach wzbogacania rud charakteryzują się większym zasoleniem niż wody wodociągowe. Wynika to z faktu, że w trakcie procesów przeróbczych – takich jak płukanie, flotacja czy hydrometalurgia – woda ma ciągły kontakt z rudami i materiałami odpadowymi, które uwalniają do niej różne sole mineralne (np. chlorki, siarczany, węglany). Przez to woda krążąca w obiegu technologicznym stopniowo „nabiera” zanieczyszczeń, a jej mineralizacja rośnie. To jest duża różnica w porównaniu do zwykłej wody wodociągowej, która musi spełniać rygorystyczne normy dotyczące zawartości soli i innych związków. W praktyce oznacza to, że ponowne wykorzystanie wody obiegowej wymaga ciągłego monitorowania parametrów chemicznych i często stosowania uzdatniania, żeby nie zakłócać procesów przeróbczych lub nie uszkodzić instalacji. Wiele zakładów stosuje recyrkulację wody, żeby ograniczyć pobór świeżej wody i zmniejszyć wpływ na środowisko, ale zawsze trzeba brać pod uwagę właśnie kwestię narastającego zasolenia. Często widziałem, że w starszych zakładach stopień zasolenia potrafi być sporym problemem – przekłada się to na zużycie rur oraz skuteczność odczynników chemicznych używanych w procesach. Moim zdaniem znajomość tego zjawiska to absolutna podstawa w gospodarce wodno-ściekowej zakładów przeróbczych.
Często wydaje się, że wody obiegowe w zakładach wzbogacania rud są podobne do wody wodociągowej, ale to mylne przekonanie. Po pierwsze, zawartość części stałych w wodach obiegowych zazwyczaj jest wyższa niż w wodach wodociągowych, bo procesy przeróbcze – takie jak mielenie czy płukanie – zawsze powodują obecność resztek mineralnych, zawiesin i drobin rud. Utrzymanie bardzo niskiego poziomu części stałych, jak w wodzie pitnej, jest praktycznie niemożliwe i nie stanowi priorytetu w obiegach technologicznych, bo normy są tutaj zupełnie inne. Jeśli chodzi o dwutlenek węgla, to wody mineralne mogą mieć bardzo zróżnicowane stężenia CO2, zależnie od ich źródła, ale woda obiegowa z zakładu przeróbczego nie jest pod tym względem jakoś szczególnie wyróżniająca się i zazwyczaj dwutlenek węgla nie jest kluczowym wskaźnikiem jej jakości. Najbardziej istotna różnica dotyczy właśnie zasolenia – to ono rośnie podczas eksploatacji obiegu i jest wyższe niż w świeżej wodzie wodociągowej. Myślenie, że woda obiegowa będzie miała niższe zasolenie, wynika często z utożsamiania jej z wodą użytkową albo z błędnego przeświadczenia, że wielokrotne wykorzystywanie wody ją „oczyszcza”. W rzeczywistości procesy te prowadzą do stopniowej koncentracji rozpuszczonych soli, co może wymagać stosowania urządzeń do uzdatniania, takich jak odwrócona osmoza lub odstojniki chemiczne. Właśnie dlatego tak ważne jest, żeby rozumieć realne skutki recyrkulacji i nie lekceważyć parametrów wody technicznej – bo od nich zależy trwałość urządzeń i skuteczność wielu operacji przeróbczych. Z mojego doświadczenia wynika, że ignorowanie problemu zasolenia szybko prowadzi do awarii i wzrostu kosztów eksploatacyjnych.