Przełącznik -20dB w przedwzmacniaczu mikrofonowym to naprawdę przydatny patent, zwłaszcza kiedy pracujemy z bardzo głośnymi źródłami dźwięku, jak np. werbel, perkusja, wzmacniacz gitarowy na dużej mocy czy nawet mocno dmuchający wokalista. Ten tłumik (czyli tzw. pad) pozwala obniżyć poziom sygnału wejściowego już na samym początku toru audio, zanim trafi on do reszty elektroniki. Dzięki temu nie doprowadzamy do przesterowania przedwzmacniacza, co na nagraniach objawia się nieprzyjemnymi zniekształceniami i utratą czytelności dźwięku. Mi się już parę razy zdarzyło zapomnieć go włączyć – i potem trzeba było ratować nagranie w postprodukcji, a to nigdy nie jest fajne. Profesjonaliści zawsze sprawdzają, czy sygnał nie jest za mocny – to wręcz taki podstawowy nawyk w studiu lub na scenie. Przełącznik -20dB nie wpływa na brzmienie mikrofonu tak bardzo jak np. zmiana charakterystyki częstotliwościowej, tylko po prostu ścisza cały sygnał. W wielu urządzeniach studyjnych uznaje się wręcz, że obecność takiego pada to standard, bo bez niego przy mocnych źródłach można łatwo "przejechać" przedwzmacniacz. Z mojego doświadczenia, lepiej od razu ściszyć i mieć zapas dynamiki, niż potem żałować. Warto o tym pamiętać, bo to naprawdę praktyczna sprawa i oszczędza mnóstwo nerwów.
W praktyce audio, przełącznik -20dB w przedwzmacniaczu mikrofonowym pełni bardzo konkretne zadanie i nie jest narzędziem uniwersalnym do każdej sytuacji wymagającej zmiany sygnału. Czasem myli się go z funkcją wzmocnienia czy wręcz ratowania cichego dźwięku, ale to jest zupełnie odwrotny kierunek działania. Przy rejestracji źródeł o małym natężeniu dźwięku kluczowe jest raczej zwiększenie czułości toru – korzysta się wtedy z wyższego gainu, a nie z tłumika, bo pad -20dB jeszcze bardziej ściszyłby już i tak słaby sygnał, przez co pogorszyłaby się relacja sygnału do szumu. Z kolei przełączanie fazy czy korekcja charakterystyki częstotliwościowej to zupełnie inne funkcje – za to odpowiadają osobne przyciski, jak np. "phase invert" albo filtr górnoprzepustowy (high pass filter), które rozwiązują problemy z przesunięciem fazy lub z niechcianymi niskimi częstotliwościami, a nie z poziomem sygnału. Używanie przedwzmacniacza mikrofonowego do nagłaśniania gitary elektrycznej też jest dość nietypowym pomysłem – do tego służą raczej wejścia instrumentalne typu Hi-Z (o wyższej impedancji), a nie mikrofonowe z padającym tłumikiem. Źródła tego typu odpowiedzi mogą leżeć w myleniu pojęć – czasem ktoś widzi przełącznik i myśli, że każda jego pozycja nadaje się do czegoś "specjalnego", co nie zawsze jest prawdą. Najlepszą praktyką jest zrozumieć, w jakich sytuacjach poziom sygnału z mikrofonu jest tak wysoki, że może przesterować wejście – i wtedy właśnie użyć pada. Takie myślenie jest zgodne z zasadami pracy w studiu czy podczas realizacji koncertów. Warto też pamiętać, że zbyt pochopne stosowanie tłumika bez potrzeby może prowadzić do utraty dynamiki, więc dobieranie takich ustawień powinno być świadome i wynikać z faktycznej potrzeby zabezpieczenia toru audio przed przesterowaniem, a nie z automatu czy "bo może się przyda".