W tym krótkim haśle „Firma X – bezkonkurencyjny potentat branży IT” mamy klasyczny przykład komunikatu nastawionego na uświadomienie i wzmocnienie marki, a nie na jednorazową sprzedaż czy konkretną akcję użytkownika. Reklama w takim ujęciu realizuje przede wszystkim funkcję wizerunkową i informacyjną: ma zakodować w głowie odbiorcy skojarzenie „firma X = bardzo silna, dominująca marka w IT”. Nie ma tu ani konkretnej oferty, ani warunków promocji, ani wezwania do działania typu „kup teraz”, „sprawdź naszą ofertę”, „kliknij i pobierz katalog”. To jest zgodne z podstawową zasadą budowania brandu: najpierw świadomość i pozycjonowanie marki, dopiero potem komunikaty stricte sprzedażowe. W praktyce takie hasła pojawiają się np. na billboardach w centrum miasta, w kampaniach wizerunkowych w internecie, w spotach TV, gdzie celem nie jest natychmiastowy zakup, tylko utrwalenie w pamięci nazwy i charakteru marki. W branżowych standardach mówi się o reklamie typu „brand awareness” albo „reklama prestiżowa” – dokładnie to tu widzimy. Moim zdaniem warto zauważyć też, że słowo „potentat” buduje pozycjonowanie konkurencyjne: firma nie jest „jedną z wielu”, tylko liderem. To też typowy zabieg w reklamie wizerunkowej. Dobra praktyka jest taka, żeby tego typu hasła były krótkie, łatwe do zapamiętania i mocno wartościujące markę – i ten przykład idealnie w to się wpisuje.
Tekst „Firma X – bezkonkurencyjny potentat branży IT” bywa mylący, bo brzmi efektownie i wiele osób automatycznie kojarzy go z zachętą do skorzystania z oferty albo z zapowiedzią jakiegoś ciekawego artykułu. Tymczasem z punktu widzenia podstaw reklamy mamy tu do czynienia z klasycznym komunikatem budującym świadomość marki. Nie pojawia się żadna konkretna propozycja sprzedażowa, nie ma też elementów typowych dla oferty: brak ceny, brak warunków zakupu, brak opisu produktu czy usługi. W dobrych praktykach marketingowych przyjmuje się, że zachęcenie do skorzystania z oferty zawiera przynajmniej szczątkowe „call to action” (np. „zamów”, „sprawdź ofertę”, „zarejestruj się”) albo chociaż zarys tego, co klient zyska. Tutaj tego po prostu nie ma – jest tylko budowanie prestiżu i pozycji rynkowej marki. Podobnie z pomysłem, że to zachęcenie do zapoznania się z artykułem: taki komunikat musiałby sugerować treść publicystyczną, np. „przeczytaj, jak Firma X zdominowała rynek IT” czy „zobacz raport o liderach branży IT”. Samo hasło brzmi jak slogan reklamowy, a nie tytuł artykułu czy zajawka tekstu redakcyjnego. Równie błędne jest traktowanie tego jako poinformowanie o promocji. Komunikaty promocyjne zgodnie ze standardami branżowymi zawierają elementy typu: „rabat”, „zniżka”, „oferta limitowana”, „tylko do końca miesiąca”, „2 w cenie 1” itp. Tu nie ma żadnej informacji o cenie, czasie trwania, warunkach – więc nie spełnia to kryteriów przekazu promocyjnego. Typowy błąd myślowy przy takich pytaniach polega na tym, że każdą reklamę postrzega się jako natychmiastową zachętę do zakupu. Tymczasem reklama ma różne funkcje: informacyjną, wizerunkową, przypominającą, perswazyjną. Ten przykład jest nastawiony na wizerunek i świadomość marki, a nie na jednorazową akcję sprzedażową czy kliknięcie w artykuł.