Poprawnie wskazana została relacja B2C, czyli business-to-consumer. To właśnie ten model opisuje sytuację, gdy przedsiębiorstwo sprzedaje swoje produkty lub usługi klientom indywidualnym, a więc osobom fizycznym, które kupują na własny użytek, a nie na potrzeby firmy czy instytucji. W relacji B2C kluczowe są takie elementy jak: obsługa klienta detalicznego, proces sprzedaży detalicznej, finalizacja transakcji (np. w sklepie stacjonarnym, sklepie internetowym, aplikacji mobilnej) oraz wystawianie dokumentów sprzedażowych, zwykle paragonów fiskalnych lub faktur imiennych. W praktyce reklamy i marketingu relacja B2C oznacza, że cała komunikacja, promocja, dobór kanałów i form reklamy jest kierowana do konsumenta końcowego. Moim zdaniem to jest podstawowa rzecz, którą trzeba mieć w głowie: w B2C mówi się do ludzi jako do użytkowników prywatnych, a nie jako do specjalistów reprezentujących firmę. Przykład: sklep internetowy z elektroniką sprzedający smartfony osobom prywatnym – cały proces, od reklamy w social media, przez koszyk w e‑sklepie, aż po wysyłkę i paragon, to klasyczny B2C. Podobnie sieć supermarketów, drogeria, sklep odzieżowy, kino, serwis VOD, platforma z grami – wszędzie tam mamy relację business-to-consumer. W modelu B2C bardzo ważne są standardy obsługi klienta detalicznego: przejrzysty regulamin sprzedaży, jasne warunki zwrotów i reklamacji, zgodność z prawem konsumenckim (np. prawo do odstąpienia od umowy przy zakupach online), czytelne i poprawne wystawianie dokumentów (paragony, faktury, potwierdzenia płatności). Dobre praktyki branżowe mówią, że w B2C trzeba maksymalnie uprościć ścieżkę zakupową: mało kroków do zakupu, intuicyjny koszyk, różne formy płatności, szybkie potwierdzenie transakcji. Z mojego doświadczenia widać też, że w B2C szczególnie mocno pracuje się na emocjach i wizerunku marki, bo klient indywidualny często kupuje nie tylko produkt, ale i pewien styl życia, prestiż albo wygodę. Dlatego rozpoznanie, że to właśnie B2C wiąże się z realizacją transakcji i wystawianiem dokumentów między firmą a klientem indyualnym, jest jak najbardziej trafne i bardzo przydatne w praktyce zawodowej.
W tym pytaniu bardzo łatwo pomylić różne typy relacji biznesowych, bo wszystkie skróty wyglądają podobnie, a w praktyce zawodowej często używa się ich skrótowo, trochę „z automatu”. Warto to sobie dobrze uporządkować, bo od prawidłowego rozróżnienia zależy poprawne planowanie sprzedaży, reklamy i całej komunikacji z odbiorcą. Relacja B2B, czyli business-to-business, dotyczy kontaktów pomiędzy dwoma przedsiębiorstwami. To będą na przykład: drukarnia współpracująca z agencją reklamową, hurtownia materiałów poligraficznych obsługująca studia DTP, producent opakowań sprzedający je fabryce kosmetyków. Oczywiście w B2B też są transakcje i dokumenty – ale tam dominują faktury VAT, zamówienia, umowy ramowe, długoterminowe kontrakty, często indywidualne warunki handlowe. Odbiorcą nie jest tu konsument końcowy, tylko inna firma, która dalej coś z tym produktem lub usługą robi. Typowym błędem jest założenie, że skoro są dokumenty i transakcja, to „musi być B2B”, bo brzmi poważniej i bardziej „firmowo”. To myślenie jest mylące, bo dokumenty sprzedaży występują w każdym modelu, także B2C. Relacja B2G (business-to-government) obejmuje współpracę przedsiębiorstwa z administracją publiczną: urzędami, ministerstwami, jednostkami samorządu terytorialnego itp. Tu wchodzą w grę przetargi, zamówienia publiczne, oferty zgodne z ustawą Prawo zamówień publicznych, bardzo sformalizowane procedury i specyficzna dokumentacja. Z mojego punktu widzenia to zupełnie inny świat niż codzienna sprzedaż do klientów indywidualnych – inne są cele, inne budżety, inne wymagania formalne. Jeśli w pytaniu pojawia się „klient indywidualny”, to B2G z definicji odpada, bo urząd nie jest konsumentem w rozumieniu prawa konsumenckiego. Z kolei B2E (business-to-employee) dotyczy relacji przedsiębiorstwo–pracownik. To mogą być na przykład wewnętrzne platformy benefitowe, zniżki pracownicze, systemy intranetowe, szkoleniowe, specjalne programy lojalnościowe tylko dla zatrudnionych. Tu też czasem powstają transakcje i dokumenty, ale mają one charakter wewnętrzny, związany z HR i polityką kadrową firmy, a nie z klasyczną sprzedażą na rynku. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie B2E do jednego worka z B2C, bo „pracownik też jest osobą fizyczną”. Tyle że w B2E chodzi o specyficzną grupę – osoby zatrudnione – i o relację wynikającą z pracy, a nie o zwykłego klienta z ulicy. Podsumowując, jeżeli mówimy o realizacji transakcji i wystawianiu dokumentów związanych z finalizacją zakupu pomiędzy firmą a osobą prywatną kupującą na własny użytek, to opisujemy klasyczny model B2C. Pozostałe skróty odnoszą się do innych, bardziej wyspecjalizowanych relacji: między firmami, firmą a administracją, albo firmą a jej pracownikami. Dobrze jest te pojęcia rozróżniać, bo w reklamie i marketingu od tego zależy dobór języka komunikacji, kanałów promocji i całej strategii działań.