Prawidłowo – format XLS to klasyczny format arkusza kalkulacyjnego (Microsoft Excel), który zachowuje zarówno dane, jak i formuły, style komórek, formatowanie liczbowo‑walutowe oraz możliwość dalszej edycji. W praktyce oznacza to, że osoba, która otrzyma taki plik ma pełną swobodę: może zmieniać wartości w komórkach, dopisywać nowe pozycje w kalkulacji, modyfikować formuły, kopiować arkusze, a następnie automatycznie przeliczać całość. W realnej pracy w biurze czy agencji reklamowej właśnie w takim formacie standardowo przekazuje się kosztorysy, kalkulacje ofertowe, tabele mediaplanów czy zestawienia budżetów kampanii. Moim zdaniem to jest po prostu zdrowy standard: jeśli chcesz, żeby druga strona mogła pracować dalej na Twoich wyliczeniach, wysyłasz plik z arkusza kalkulacyjnego (XLS, XLSX, ewentualnie ODS), a nie obrazek czy stronę WWW. XLS jest czytelny dla Excela, a także większości alternatywnych pakietów biurowych (LibreOffice, WPS Office itd.), więc zapewnia dość dobrą kompatybilność. W branży przyjęło się też, że klient dostaje kalkulację w formie, która umożliwia prześledzenie formuł – może sprawdzić, jak liczony jest rabat, marża, narzut agencyjny czy koszt jednostkowy. Dobrą praktyką jest również odpowiednie nazwanie pliku, np. „kalkulacja_kampanii_Q2_2026.xls” oraz zabezpieczenie hasłem do modyfikacji, jeśli nie chcemy, żeby ktoś przypadkiem „zepsuł” formuły. Warto też pamiętać o ustawieniu poprawnych formatów komórek (zł, %, liczby z dwoma miejscami po przecinku), bo to bardzo ułatwia dalszą pracę odbiorcy. W zastosowaniach reklamowych czy marketingowych takie edytowalne kalkulacje są podstawą przy przygotowywaniu ofert, symulacji budżetów i porównywaniu różnych wariantów kampanii.
W tym zadaniu chodzi o zrozumienie różnicy między formatem, który służy do dalszej pracy na danych, a formatami typowo „prezentacyjnymi” lub graficznymi. Wiele osób myli pojęcie pliku, który coś pokazuje, z plikiem, który pozwala na faktyczną edycję danych i wykonywanie obliczeń. W przypadku kalkulacji kluczowe jest zachowanie formuł, struktur tabel i możliwości modyfikowania wartości wejściowych. Formaty PNG i JPEG to klasyczne formaty grafiki rastrowej. Nadają się świetnie do przechowywania zrzutów ekranu z kalkulacji, wykresów czy podglądu tabeli, ale po zapisaniu arkusza jako obraz tracimy całą „inteligencję” pliku. Odbiorca widzi tylko bitmapę – nie ma dostępu do formuł, nie może zmienić liczby w komórce, nie przeliczy budżetu kampanii przy innym założeniu, nie posortuje pozycji kosztorysu. To jest tylko wizualna reprezentacja stanu na dany moment, coś jak wydruk na papierze, tylko w formie pliku graficznego. W branży używa się tego raczej do szybkiego podglądu, prezentacji w mailu lub wklejenia do prezentacji, a nie do realnej pracy na danych. HTML z kolei to język do tworzenia stron internetowych. Oczywiście można wyeksportować tabelę z Excela do HTML i wyświetlić ją w przeglądarce, co bywa wygodne do publikacji prostych zestawień w intranecie czy na stronie klienta. Ale taki plik sam w sobie nie jest typowym, wygodnym formatem kalkulacyjnym. Żeby móc z nim pracować jak z arkuszem, trzeba by go z powrotem zaimportować do programu biurowego, co często powoduje utratę części formatowania, a niekiedy także komplikacje z formułami. To rozwiązanie jest bardziej prezentacyjne niż robocze. Typowym błędem myślowym jest założenie, że skoro „widać tabelę”, to znaczy, że da się na niej normalnie liczyć. Niestety nie – obrazek lub HTML bez zaplecza w postaci arkusza kalkulacyjnego nie zastąpi natywnego pliku XLS/XLSX. W kontekście pracy biurowej, rozliczeń kampanii reklamowych czy przygotowywania ofert dla klienta dobra praktyka jest taka, by do edytowalnej pracy używać formatów arkuszy kalkulacyjnych, a PNG, JPEG i HTML traktować jako dodatki do prezentacji, podglądu lub publikacji w sieci, a nie jako właściwe narzędzie do obliczeń.