Uświadomienie potrzeby to kluczowy moment w procesie podejmowania decyzji zakupowych, bo bez tej iskry w głowie klienta cała reszta po prostu się nie wydarzy. Tak to wygląda praktycznie: najpierw człowiek orientuje się, że czegoś mu brakuje, coś się zepsuło, coś by się przydało – i nagle pojawia się taka wewnętrzna motywacja, żeby zacząć szukać rozwiązania. W branży mówi się wręcz, że uświadomienie potrzeby jest punktem zapalnym całego procesu zakupowego. Standardowe modele, np. klasyczny schemat pięcioetapowy (używany w marketingu od lat), zawsze startują właśnie od tej fazy. Potem dopiero klient zaczyna zbierać informacje, porównywać alternatywy, analizować oferty czy oceniać, co mu się najbardziej opłaca. Praktycznie każda reklama, która naprawdę działa, stara się właśnie zagrać na tym etapie – czasem nawet buduje potrzebę tam, gdzie wcześniej jej nie było. W moim odczuciu, jeśli dobrze rozumiesz, jak działa ten pierwszy krok, to już masz duży plus w sprzedaży i marketingu. Warto też pamiętać, że uświadomienie potrzeby nie zawsze jest oczywiste – czasem klient długo to w sobie tłumi albo nawet nie umie tego nazwać, i dopiero konkretna sytuacja, impuls z zewnątrz (np. reklama, podpowiedź znajomego) to uruchamia. Sztuką jest umieć ten moment wyłapać i odpowiednio na niego zareagować. Takie podejście jest zgodne ze wszystkimi podręcznikami do podstaw marketingu i sprzedaży – moim zdaniem nie ma co szukać dróg na skróty.
Wiele osób myli kolejne fazy procesu decyzyjnego klientów, bo w praktyce często się one nakładają i trudno je rozdzielić. Jednak ocena alternatyw czy ocena porównawcza to już kolejne kroki, które pojawiają się dopiero wtedy, gdy klient już wie, że czegoś potrzebuje. Bez wcześniejszego uświadomienia potrzeby te działania w ogóle by nie zaistniały, bo nie byłoby motywacji do szukania rozwiązań. Bardzo częsty błąd polega na tym, że zakładamy, iż klient zawsze od razu analizuje dostępne opcje, a tymczasem w rzeczywistości najpierw coś musi go 'zaboleć' albo przynajmniej zainteresować. Podobnie, zapoznanie się z ofertą w gazetce reklamowej to raczej narzędzie służące do wzbudzenia potrzeby albo do szukania konkretnych rozwiązań, a nie samodzielny początek procesu. Gazetka może być bodźcem, ale nie jest etapem procesu decyzyjnego sama w sobie. Standardy branżowe (np. model five-stage decision process) wyraźnie mówią – wszystko zaczyna się od uświadomienia potrzeby, czyli momentu, w którym klient uświadamia sobie, że coś jest mu potrzebne, że ma problem do rozwiązania lub pojawia się jakaś szansa. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele firm stara się skrócić ten proces, skupiając się na reklamie porównawczej lub bezpośredniej prezentacji oferty, ale bez zbudowania realnej potrzeby u klienta te działania są bardzo mało skuteczne. Najlepsze praktyki rynkowe zawsze zaczynają się od pracy nad wzbudzeniem potrzeby, potem dopiero przechodzimy do prezentacji alternatyw i dalszych etapów. Warto zapamiętać, że bez uświadomienia potrzeby nie ma sensu oceniać żadnych opcji ani analizować ofert, bo klient zwyczajnie nie jest zainteresowany. To jest taka absolutna podstawa w nauce o zachowaniach konsumenckich, i nie ma tu zbytnio miejsca na interpretacje – po prostu tak to działa.