Najważniejszą i absolutnie podstawową czynnością w sytuacji porażenia prądem jest odłączenie zasilania. Bez tego każda inna próba pomocy może skończyć się tragicznie – nie tylko dla poszkodowanego, ale i dla osoby udzielającej pomocy. Tak naprawdę, tu chodzi o bezpieczeństwo własne i innych, a nie tylko o ratowanie w pośpiechu, bo to może doprowadzić do kolejnych ofiar. Według ogólnie przyjętych zasad pierwszej pomocy oraz standardów BHP obowiązujących w zakładach pracy, odłączenie dopływu prądu jest pierwszą czynnością, zanim podejmie się jakiekolwiek inne działania związane z ratowaniem życia. W wielu przypadkach, jeśli osoba wciąż ma kontakt z napięciem, dotknięcie jej mokrą ręką czy metalowym przedmiotem może spowodować, że sam zostaniesz porażony. Moim zdaniem często się zapomina, że prąd elektryczny jest praktycznie niewidzialnym zagrożeniem – nie słychać go, nie widać, ale działa bardzo szybko i bezwzględnie. Z mojego doświadczenia wynika, że w praktyce ludzie w stresie chcą od razu ruszyć do poszkodowanego, ale to błąd. Lepiej najpierw zachować zimną krew i rozłączyć zasilanie w skrzynce elektrycznej, wyciągnąć wtyczkę lub użyć drewnianego przedmiotu do odsunięcia przewodu – jeśli nie można wyłączyć prądu w inny sposób. Dopiero potem można podejść i udzielić dalszej pomocy, takiej jak sprawdzenie oddechu czy wezwanie służb ratunkowych. To zachowanie zgodne z wytycznymi Państwowej Inspekcji Pracy oraz instrukcjami z kursów pierwszej pomocy, które podkreślają, że bezpieczeństwo ratownika to podstawa.
W sytuacji porażenia prądem bardzo łatwo popełnić błąd, kierując się emocjami lub myśleniem, że od razu trzeba wezwać przełożonego czy pogotowie lub ustawiać poszkodowanego w bezpiecznej pozycji. Jednak żadna z tych czynności nie rozwiązuje najważniejszego problemu – prądu, który wciąż przepływa przez ciało poszkodowanego. Jeśli skupimy się najpierw na informowaniu przełożonego, tracimy cenny czas, a zagrożenie dla poszkodowanego i potencjalnie dla innych nie znika. Samo wezwanie pogotowia jest oczywiście konieczne, ale nie może być pierwszym krokiem, ponieważ ratownicy mogą nie zdążyć na czas, a prąd wciąż płynący przez ciało człowieka powoduje głębokie oparzenia, migotanie komór serca, a nawet zatrzymanie akcji serca. Ułożenie poszkodowanego w pozycji bezpiecznej ma sens tylko wtedy, gdy nie ma już zagrożenia – czyli dopływ prądu został skutecznie odcięty. Niestety, z praktyki wynika, że niektórzy myślą, iż wystarczy tylko odsunąć osobę czy zadzwonić po pomoc, ale fizyka i prawo Ohma są bezlitosne. Prąd zawsze wybiera najkrótszą drogę do ziemi, a człowiek (czy ratownik, czy poszkodowany) staje się wtedy jej częścią, jeśli nie przerwie się obwodu. Takie myślenie wynika często z braku praktycznego doświadczenia lub niedostatecznej znajomości procedur BHP. Nawet najlepiej przeszkolony zespół ratunkowy nie pomoże, jeśli nie zabezpieczy się miejsca zdarzenia i nie wyeliminuje zagrożenia. Warto wyrobić sobie nawyk: zanim podejmiesz jakiekolwiek działanie przy osobie porażonej prądem, upewnij się, że nie masz kontaktu z napięciem. To podstawa, która jest opisana zarówno w wytycznych pierwszej pomocy, jak i w instrukcjach stanowiskowych praktycznie każdego miejsca pracy z urządzeniami elektrycznymi.