Geomarketing to właściwe pojęcie, bo odnosi działania marketingowe do konkretnej przestrzeni geograficznej: miejsca zamieszkania klientów, lokalizacji sklepów, zasięgu dostaw, natężenia ruchu czy potencjału zakupowego dzielnic i regionów. W praktyce firma może dzięki temu dopasować marketing-mix, czyli produkt, cenę, dystrybucję i promocję, do realnych warunków lokalnego rynku. Przykład: sieć kawiarni może promować inne zestawy śniadaniowe w centrum dużego miasta, a inne na osiedlach mieszkaniowych, bo klienci mają tam inne nawyki i inną porę zakupów. Sklep budowlany może analizować, gdzie powstają nowe osiedla i tam kierować ulotki, reklamy outdoorowe albo kampanie w social media z targetowaniem lokalnym. Moim zdaniem to jedno z bardziej praktycznych narzędzi, bo łączy dane z mapą, a nie zostaje tylko przy ogólnych opisach klienta. W dobrej praktyce branżowej geomarketing opiera się na danych demograficznych, sprzedażowych, lokalizacyjnych i konkurencyjnych, często przetwarzanych w systemach GIS lub panelach reklamowych z geotargetowaniem. Trzeba też pamiętać o ochronie danych osobowych, szczególnie gdy korzysta się z danych lokalizacyjnych użytkowników. Sens jest prosty: nie każdy rynek lokalny zachowuje się tak samo, więc komunikat, kanał dystrybucji i oferta też nie powinny być wszędzie identyczne.
W tym pytaniu łatwo pomylić różne pojęcia marketingowe, bo wszystkie brzmią dość nowocześnie i każde faktycznie występuje w branży reklamowej. Sedno jest jednak w tym, że chodzi o dostosowanie marketing-mix do miejsca zamieszkania klientów, czyli do czynnika przestrzennego. Remarketing nie rozwiązuje tego problemu jako główne narzędzie. Remarketing polega na ponownym docieraniu z reklamą do osób, które wcześniej wykazały zainteresowanie marką, na przykład odwiedziły stronę internetową, porzuciły koszyk albo kliknęły produkt. To świetne rozwiązanie w kampaniach efektywnościowych, ale jego punkt wyjścia to zachowanie użytkownika, a nie analiza obszaru zamieszkania czy lokalnego potencjału rynku. B2B marketing również nie pasuje, ponieważ dotyczy działań kierowanych do firm, instytucji i partnerów biznesowych, a nie bezpośrednio segmentowania klientów według lokalizacji. Można oczywiście prowadzić B2B lokalnie, ale samo pojęcie B2B mówi o typie odbiorcy, nie o geografii. Neuromarketing bada reakcje poznawcze i emocjonalne konsumentów, na przykład uwagę, zapamiętywanie, emocje czy sposób podejmowania decyzji zakupowych. Pomaga projektować skuteczniejsze komunikaty, opakowania i reklamy, ale nie służy przede wszystkim do dopasowania oferty do dzielnicy, miasta czy regionu. Typowy błąd myślowy polega tu na wybieraniu najbardziej modnie brzmiącego terminu zamiast sprawdzenia, jaki problem biznesowy ma być rozwiązany. Jeśli w treści pojawia się miejsce zamieszkania, zasięg lokalny, mapa klientów albo rozmieszczenie punktów sprzedaży, to w praktyce trzeba myśleć o geomarketingu i analizie przestrzennej rynku.