Od czego zależy dobór rodzaju lepiszcza przeznaczonego do kitowania ubytków w kamieniarskich elementach architektury?
Dobór rodzaju lepiszcza do kitowania ubytków w kamieniarskich elementach architektury w największym stopniu zależy właśnie od rodzaju kamienia, w którym powstał ubytek. To sprawa naprawdę podstawowa – każdy kamień ma inne właściwości fizykochemiczne, na przykład porowatość, nasiąkliwość czy reakcję na wilgoć i zmiany temperatury. Dlatego nie da się stosować uniwersalnego lepiszcza do każdego materiału. Na przykład do piaskowca najczęściej stosuje się kity mineralne lub cementowe, które dobrze wiążą się z jego strukturą i nie powodują niepożądanych reakcji. W przypadku marmuru preferuje się lepiszcza żywiczne (np. na bazie żywic epoksydowych), bo te nie przebarwiają delikatnej powierzchni oraz zapewniają świetną przyczepność. W standardach konserwatorskich, czy nawet w podręcznikach branżowych, często podkreśla się, że złe dobranie lepiszcza do typu kamienia może prowadzić do dalszych uszkodzeń lub nawet przyśpieszyć degradację elementu – co w praktyce widuje się niestety dość regularnie. Dobrą praktyką jest więc nie tylko dopasowanie chemicznych właściwości lepiszcza do danego kamienia, ale też uwzględnienie jego naturalnych odcieni, bo po kitowaniu całość powinna wyglądać jak najbardziej naturalnie. Moim zdaniem to właśnie takie niuanse odróżniają prawdziwego fachowca od amatora.
Często spotykam się z przekonaniem, że kluczowe przy wyborze lepiszcza do kitowania ubytków w kamiennej architekturze są takie czynniki jak wilgotność kamienia, wielkość czy rodzaj samego ubytku. To pozornie logiczne, bo rzeczywiście te aspekty mają jakiś wpływ na całość naprawy, ale niestety nie są najważniejsze przy doborze samego lepiszcza. Wilgotność kamienia oczywiście trzeba uwzględnić, bo za duża może utrudniać wiązanie kitu, ale to bardziej kwestia przygotowania powierzchni i technologii aplikacji, a nie samego wyboru rodzaju materiału wiążącego. Wielkość czy kształt ubytku wpływają ewentualnie na sposób aplikacji lub ilość użytego materiału, czasem wymuszają zastosowanie kilku warstw albo specjalnych technik uzupełniania, ale nie decydują o chemicznym składzie lepiszcza – zbyt twardy kit w małej szczelinie będzie po prostu pękał, ale i tak kluczowy jest rodzaj kamienia. Bardzo często w praktyce spotykam się z błędami wynikającymi z mylenia tych kwestii – ktoś widzi duży ubytek i sięga po „najmocniejszy” kit, choć to zupełnie nie uwzględnia specyfiki kamienia. W normach branżowych wyraźnie podkreśla się konieczność dopasowania lepiszcza do rodzaju kamienia, właśnie z uwagi na zgodność fizykochemiczną i trwałość naprawy w dłuższej perspektywie. Z mojego punktu widzenia, skupienie się tylko na parametrach ubytku czy wilgotności prowadzi do typowego błędu: pomijania właściwości samego materiału, co jest podstawą w każdej solidnie wykonanej konserwacji.