Jeżeli przeprowadzi się rozród ryb metodą gynogenezy z zastosowaniem szoku środowiskowego, to uzyska się populację
W gynogenezie komórka jajowa jest pobudzana plemnikiem, ale materiał genetyczny samca jest wcześniej unieczynniony, najczęściej promieniowaniem UV. Plemnik działa więc jak starter rozwoju zarodka, a nie jako dawca genów. Szok środowiskowy, np. termiczny albo ciśnieniowy, stosuje się po zapłodnieniu aktywującym po to, żeby przywrócić diploidalność zarodka, czyli żeby ryba miała pełny zestaw chromosomów pochodzący od samicy. W typowym układzie determinacji płci u wielu gatunków hodowlanych samica jest homogametyczna, czyli ma układ XX, dlatego potomstwo gynogenetyczne wychodzi żeńskie. Ponieważ po szoku uzyskuje się osobniki diploidalne, nie są one z definicji bezpłodne, tylko mogą być płodnymi samicami. W praktyce wykorzystuje się to w wylęgarniach i programach hodowlanych do tworzenia populacji żeńskich, utrwalania cech matecznych, selekcji linii oraz ograniczania niepożądanej zmienności. Moim zdaniem łatwo tu pomylić gynogenezę z triploidyzacją, bo w obu przypadkach pojawia się szok temperaturowy lub ciśnieniowy. Dobra praktyka branżowa wymaga bardzo dokładnego czasu podania szoku, kontroli temperatury wody, jakości ikry, dezynfekcji sprzętu i prowadzenia zapisów w dokumentacji wylęgarni. Małe przesunięcie czasowe potrafi mocno obniżyć przeżywalność zarodków, więc to nie jest zabieg robiony na oko.
Najczęstsze nieporozumienie w tym pytaniu polega na tym, że sam szok środowiskowy kojarzy się z produkcją ryb bezpłodnych. Rzeczywiście, szoki termiczne, ciśnieniowe albo chemiczne bywają stosowane przy triploidyzacji, gdzie uzyskuje się osobniki z trzema kompletami chromosomów i takie ryby często mają ograniczoną płodność. Ale tutaj mowa jest o gynogenezie, a to trochę inny cel technologiczny. W gynogenezie nie chodzi o zrobienie ryby jałowej, tylko o rozwój zarodka wyłącznie z materiału genetycznego samicy. Szok ma przywrócić prawidłową liczbę chromosomów, na przykład przez zatrzymanie ciałka kierunkowego albo odpowiedni etap podziału komórkowego. Dlatego w typowej procedurze dostaje się diploidalne potomstwo, a nie sterylne ryby. Pomysł, że powinny powstać samce, też wynika z mylenia roli plemnika. Plemnik w tej metodzie tylko aktywuje jajo, bo jego DNA jest inaktywowane i nie wnosi chromosomu Y. Jeżeli gatunek ma system, w którym samice są XX, to potomstwo odziedziczy wyłącznie żeński zestaw chromosomów płci. Z tego powodu nie należy oczekiwać ani bezpłodnych samców, ani płodnych samców. Błędne jest także założenie, że każda manipulacja genetyczno-rozrodcza automatycznie obniża płodność. W hodowli ryb wiele zależy od konkretnej techniki: gynogeneza, androgeneza, triploidyzacja i hybrydyzacja mają inne skutki. Z mojego doświadczenia najprościej zapamiętać: gynogeneza plus skuteczne diploidyzowanie daje głównie samice, a przy dobrze wykonanym zabiegu są to samice zdolne do rozrodu.