Prawidłowa odpowiedź to SDM (Space Division Multiplexing), bo tylko ta technika opiera się bezpośrednio na powieleniu toru transmisyjnego w przestrzeni. W SDM nie „ściskamy” wielu sygnałów w jednym kablu za pomocą czasu czy częstotliwości, tylko fizycznie zwiększamy liczbę niezależnych ścieżek transmisyjnych. Może to być więcej par miedzianych w kablu, więcej włókien światłowodowych w jednym kablu, albo nawet wiele równoległych falowodów czy kanałów w jednej strukturze. Czyli zamiast jednego toru – mamy ich kilka obok siebie i każdy niesie osobny strumień danych. W praktyce bardzo dobrze to widać w światłowodach: nowoczesne systemy SDM wykorzystują wiele równoległych włókien w jednym kablu podmorskim, a nawet tzw. wielordzeniowe włókna (multi-core fiber), gdzie w jednym włóknie jest kilka rdzeni optycznych. Z punktu widzenia operatora to jest klasyczne „dołożenie torów”, żeby zwiększyć przepustowość całej infrastruktury. W sieciach dostępowych czy szkieletowych planowanie SDM to po prostu dobra praktyka: przy projektowaniu tras kablowych zostawia się nadmiar włókien (tzw. dark fiber), żeby później można było zwiększyć przepustowość bez przebudowy całej sieci. Moim zdaniem to jest jedna z najbardziej „fizycznych” technik multipleksacji – zamiast kombinować z parametrami sygnału, dokładamy po prostu kolejne równoległe drogi. W standardach operatorów telekomunikacyjnych (np. ITU-T, zalecenia z serii G.65x) widać wyraźne podejście, że SDM, razem z WDM, to podstawa skalowania przepustowości w sieciach światłowodowych. Co ważne, SDM dobrze łączy się z innymi technikami – na jednym kablu możemy mieć wiele włókien (SDM), a w każdym włóknie wiele długości fali (WDM) i jeszcze podział czasowy (TDM). Ale sam pomysł „powielenia toru transmisyjnego” to właśnie esencja SDM.
W tym pytaniu haczyk polega na rozróżnieniu, co dokładnie znaczy „powielenie toru transmisyjnego”. Wiele osób automatycznie myśli o TDM czy FDM, bo tam też mamy wielu użytkowników na jednym medium, ale klucz tkwi w tym, czy modyfikujemy parametry sygnału, czy dokładamy fizyczne ścieżki. W TDM (Time Division Multiplexing) nie ma powielania toru transmisyjnego, tylko dzielenie jednego toru w czasie. Wszyscy użytkownicy korzystają z tego samego medium, ale „na zmianę”, w przydzielonych szczelinach czasowych. Przykładem są klasyczne systemy E1 (2,048 Mb/s) czy stare centrale telefoniczne, gdzie 30 kanałów rozmownych upychano w jednym łączu cyfrowym. Tor jest jeden, tylko podzielony w czasie, więc fizycznego powielenia tu nie ma. Podobnie w FDM (Frequency Division Multiplexing) wiele sygnałów jest przesyłanych równocześnie jednym medium, ale każdy na innej częstotliwości. To widać np. w tradycyjnej telewizji kablowej albo w systemach radiowych, gdzie różne stacje nadają na różnych częstotliwościach w tym samym paśmie. Wciąż mamy ten sam kabel koncentryczny czy to samo pasmo radiowe, nie dokładamy nowych równoległych torów, tylko dzielimy istniejący tor po częstotliwości. WDM (Wavelength Division Multiplexing) to w zasadzie specjalny przypadek FDM dla światłowodów – sygnały są rozdzielane po długościach fali (λ), ale dalej wszystko leci jednym rdzeniem światłowodowym. Częsty błąd myślowy polega na tym, że skoro w WDM mamy wiele „kanałów optycznych”, to niektórzy utożsamiają to z wieloma torami transmisyjnymi. Tymczasem to nadal jeden fizyczny tor, tylko sprytnie „pokawałkowany” po długości fali. Prawdziwe powielenie toru transmisyjnego następuje dopiero wtedy, gdy fizycznie dokładamy równoległe ścieżki: więcej par przewodów, więcej włókien, więcej rdzeni. To właśnie robi SDM. Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: jeśli zmieniamy czas, częstotliwość albo długość fali – to nie jest powielenie toru, tylko współdzielenie jednego toru. Jeśli dokładamy nowe fizyczne ścieżki obok siebie – to jest SDM i to o to chodziło w tym pytaniu.