Na ilustracji widać klasyczne złącze SMA (SubMiniature version A) w wersji do zaciskania na przewodzie koncentrycznym. Charakterystyczne cechy, po których można je poznać, to niewielkie wymiary, precyzyjny gwint 1/4"-36 UNS, złocenie korpusu i pinu środkowego oraz dielektryk (najczęściej PTFE) widoczny w środku. To złącze jest standardowo stosowane w torach wysokiej częstotliwości – od kilkuset MHz aż do kilkunastu, a w dobrej jakości wykonania nawet kilkudziesięciu GHz. W infrastrukturze sieci komórkowych SMA spotyka się np. w modułach radiowych, repeaterach GSM/LTE, urządzeniach pomiarowych RF, a także w małych antenach panelowych i antenach do modemów LTE. Moim zdaniem największą zaletą SMA jest dobre dopasowanie impedancyjne 50 Ω oraz stosunkowo niski SWR, jeśli złącze jest poprawnie zaciśnięte i skręcone z odpowiednim momentem. Branżową dobrą praktyką jest stosowanie złączy SMA do torów sygnałowych, gdzie liczy się stabilność parametrów w paśmie mikrofalowym, np. w systemach przywoławczych, Wi-Fi 2,4/5 GHz, systemach IoT czy w radiotelemetrii. Warto też pamiętać o różnicy między SMA a RP-SMA (odwrócona polaryzacja pinu) – w sprzęcie telekomunikacyjnym często świadomie stosuje się RP-SMA, żeby użytkownik nie mieszał anten i przewodów. W porównaniu z większymi złączami, SMA daje możliwość upakowania wielu torów RF w małej obudowie urządzenia, co w nowoczesnych stacjach bazowych i modułach radiowych jest po prostu standardem. Dobrą praktyką jest też unikanie częstego odkręcania SMA, bo mechanicznie jest delikatniejsze niż np. N czy TNC, ale za to świetnie sprawdza się jako złącze półstałe.
Na zdjęciu łatwo się pomylić, bo większość złączy koncentrycznych jest do siebie trochę podobna, ale tutaj detale są kluczowe. Złącze FC można odrzucić, bo to zupełnie inna bajka – FC stosuje się w technice światłowodowej, a nie w torach radiowych 50 Ω. Ma zupełnie inną konstrukcję: jest przeznaczone do włókna szklanego, ma czoło pod polerowanie, ferrulę światłowodową i mechanizm dokręcany, ale nie ma klasycznego pinu środkowego dla przewodu koncentrycznego. Jeśli ktoś kojarzy FC z sieciami telekomunikacyjnymi, to kojarzy dobrze, tylko że z optyką, a nie z radiem. Pomyłka wynika zwykle z tego, że widzisz gwint i od razu myślisz: jakieś złącze telekomunikacyjne, więc może FC. Złącze TNC to z kolei odpowiednik BNC z gwintem, ale dużo większy gabarytowo niż pokazany element. TNC ma wyraźnie masywniejszy korpus, większą średnicę i inną proporcję długości gwintu do reszty złącza. Używa się go w radiokomunikacji profesjonalnej i w niektórych starszych instalacjach Wi-Fi, ale raczej tam, gdzie jest miejsce na większe złącza i gdzie wymagane jest lepsze zachowanie w wyższych częstotliwościach niż daje zwykłe BNC. Typowy błąd to wrzucanie do jednego worka wszystkich złączy z gwintem i zakładanie, że małe to TNC, a duże to N – w praktyce trzeba patrzeć też na skok gwintu i średnicę. Złącze UHF (często oznaczane jako PL) jest jeszcze większe, ma gruby gwint, jest nieprecyzyjne pod względem impedancji i historycznie projektowane było na pasma do kilku, kilkunastu MHz. Wprawdzie radioamatorzy używają go też wyżej, ale w nowoczesnych systemach komórkowych i profesjonalnych instalacjach mikrofalowych UHF jest traktowane jako przestarzałe rozwiązanie. Na zdjęciu widać małe, precyzyjne złącze z cienkim gwintem i pinem do zaciskania na przewodzie – to typowy wygląd SMA, stosowanego w infrastrukturze sieci komórkowych i systemach przywoławczych właśnie dlatego, że zapewnia dobre dopasowanie 50 Ω i stabilne parametry w paśmie GHz. Mylenie tych typów wynika głównie z patrzenia na kolor i ogólny kształt, zamiast na proporcje, rozmiar i przeznaczenie złącza w torach RF.