W pierwszej fazie wypieku kęsy ciasta przede wszystkim zwiększają swoją objętość – to tzw. proces garowania w piecu, czyli tzw. „wiosenny przyrost objętości”. Pod wpływem wysokiej temperatury składniki spulchniające, głównie drożdże lub środki chemiczne, bardzo intensywnie wytwarzają dwutlenek węgla i parę wodną. Te gazy, uwięzione w strukturze ciasta, powodują rozciąganie i unoszenie się kęsów. Właściwie to moment, kiedy decyduje się nie tylko o wyglądzie, ale też o lekkiej, napowietrzonej strukturze miękiszu. Wypiek bez tego etapu skutkuje zbitym, niesmacznym pieczywem – wiem to z praktyki! W branży piekarskiej mówi się często, że właśnie kontrola tej fazy wypieku (czyli nie za gorąco, nie za szybko) to sztuka sama w sobie, bo łatwo przeoczyć moment, kiedy rozrost jest optymalny. Ciekawe jest to, że w tej pierwszej fazie temperatura wewnątrz kęsa jeszcze długo nie przekracza nawet 60°C – dopiero potem zachodzą inne przemiany, jak utrwalanie kształtu czy wyraźne zrumienienie skórki. Właśnie dlatego profesjonalni piekarze stale obserwują proces, aby miękisz był lekki, a pieczywo miało ładny wygląd. To, co dla mnie jest ważne: dobry piekarz nie spieszy się z podnoszeniem temperatury pieca, bo wtedy ciasto nie zdąży odpowiednio urosnąć.
Wiele osób myli fazy wypieku i stąd biorą się nieporozumienia w tej tematyce. Zacznijmy od tego, że utrwalanie kształtu kęsów ciasta następuje dopiero po wstępnym rozroście – to tzw. stadium żelowania i koagulacji białek (głównie glutenu), które zaczyna się, gdy miękisz osiąga około 60°C. W tej fazie następuje usztywnienie struktury, co zabezpiecza pieczywo przed opadaniem, ale to nie jest początek wypieku. Intensywne zabarwienie skórki również nie następuje od razu – proces ten nazywamy reakcją Maillarda i karmelizacją cukrów, które stają się wyraźnie widoczne dopiero przy wyższych temperaturach powierzchniowych, zazwyczaj pod koniec wypieku. Często spotykam się z błędnym przekonaniem, że pieczywo szybko się rumieni – w praktyce najpierw musi zajść wiele innych reakcji fizykochemicznych. Jeśli chodzi o wzrost temperatury miękiszu do 97ºC, to jest to końcowy etap wypieku, kiedy ciasto jest już całkowicie wypieczone. Na początku procesów cieplnych temperatura miękiszu długo utrzymuje się poniżej tej wartości, a jej powolny wzrost pozwala na prawidłowe zachodzenie wcześniejszych reakcji, takich jak właśnie rozrost. Z mojego doświadczenia wiele problemów z jakością pieczywa bierze się z nieświadomości poszczególnych faz wypieku i ich znaczenia w praktyce – nieprzestrzeganie tych etapów prowadzi do gorszego smaku, struktury oraz wyglądu chleba czy bułek. Warto zwrócić uwagę, że branżowe standardy podkreślają istotność kontrolowania temperatury i czasu na każdym etapie, a na samym starcie procesu wypieku to właśnie wzrost objętości jest kluczowy dla dobrego efektu końcowego.