Wybór surowca oznaczonego terminem przydatności do spożycia 28.06.2017 jest zgodny z podstawową zasadą FIFO, czyli „first in, first out” – tam, gdzie nie mamy określonej daty produkcji, ale wiemy, kiedy surowiec traci swoją przydatność, właśnie ten termin decyduje o kolejności zużycia. W praktyce branżowej, zarówno w gastronomii, jak i w przemyśle spożywczym, zawsze sięga się najpierw po surowce, których termin przydatności upływa najszybciej. Dzięki temu minimalizujemy straty i zapewniamy bezpieczeństwo żywności. Moim zdaniem, takie podejście to podstawa dobrej organizacji magazynu. Warto też pamiętać, że czasem na etykiecie nie ma wszystkich informacji, więc najważniejsze, by nie przeoczyć realnych dat przydatności. Przykładowo, jeśli prowadzisz kuchnię i masz kilka partii tej samej mąki, to zawsze najpierw zużywasz tę z najkrótszym terminem. Z mojego doświadczenia wynika, że takie postępowanie bardzo ułatwia audyty i kontrole. Dodatkowo – zgodnie z wymaganiami HACCP i ISO 22000 – regularna rotacja zapasów to absolutny standard, bo każda partia musi być identyfikowalna i odpowiednio dokumentowana. W praktyce dobrze jest też prowadzić własne rejestry rotacji, nawet gdy etykiety są nieczytelne lub niepełne. Takie drobiazgi potem procentują, serio! W branży spożywczej nie można sobie pozwolić na przypadek, więc pilnowanie terminów to nie tylko obowiązek, ale po prostu zdrowy rozsądek.
W przypadku wyboru surowca na podstawie daty produkcji lub zaleceń „należy użyć w ciągu...” łatwo popełnić błąd, jeśli nie zestawi się tych informacji z realnym terminem przydatności do spożycia. Częstym nieporozumieniem jest założenie, że surowiec z najstarszą datą produkcji powinien być użyty jako pierwszy, jednak w praktyce branżowej najważniejsze są terminy gwarantujące bezpieczeństwo zdrowotne i jakość produktu. Jeśli surowiec nie ma wyraźnie określonego terminu przydatności, ale podano czas, w którym należy go zużyć, trzeba umieć policzyć, czy przypadkiem termin ten nie minął lub nie mija lada dzień – to wymaga skrupulatności. W rzeczywistości, bez jednoznacznej daty ważności, łatwo przeoczyć moment, w którym taki surowiec staje się ryzykowny dla klienta lub procesu produkcyjnego. Kolejnym błędem jest traktowanie sformułowania „w ciągu X tygodni/dni od daty produkcji” jako wyznacznika, nie zestawiając tej informacji z dzisiejszą datą – w rezultacie można zużyć składnik, który już dawno powinien być wycofany z obrotu. Z mojego doświadczenia sporo osób myli się, zakładając, że data produkcji zawsze jest kluczowa, a terminy przydatności mają tylko znaczenie „drugorzędne”. To niestety skutkuje niepotrzebnym ryzykiem. Przemysł spożywczy od lat stosuje zasadę: najpierw wykorzystujemy to, co najszybciej straci ważność, niezależnie od daty produkcji czy dodatkowych zaleceń. Błędem jest też pomijanie aspektów prawnych i systemowych, takich jak HACCP czy ISO, gdzie rotacja według terminów jest obowiązkowa. W skrócie – zawsze analizujemy etykiety pod kątem daty, po której surowiec nie powinien być już używany, a dopiero potem bierzemy pod uwagę inne informacje pomocnicze.