Określenie „zjełczały” dotyczy przede wszystkim tłuszczów, a jednym z najlepiej rozpoznawalnych przykładów jest właśnie masło. W branży spożywczej zjełczenie masła to proces związany z utlenianiem i/lub hydrolizą tłuszczów mlecznych, prowadzący do powstania nieprzyjemnego zapachu, smaku oraz zmian barwy. Takie zmiany są bardzo niepożądane, bo świadczą o pogorszeniu jakości produktu, a czasem nawet o jego nieprzydatności do spożycia. W praktyce codziennej praca technologa żywności czy nawet doświadczonego kucharza często polega na wychwytywaniu takich defektów podczas oceny organoleptycznej. Moim zdaniem warto pamiętać, że świeże masło ma delikatny, lekko śmietankowy aromat, a pojawienie się nuty mydlanej, gorzkiej czy wręcz „stęchłej” od razu sugeruje zjełczenie. W laboratoriach nawet stosuje się specjalne testy – jak np. oznaczanie liczby kwasowej czy nadtlenkowej, choć na co dzień wystarcza dobry zmysł węchu i smaku. To też ciekawe, że masło, jako produkt bogaty w tłuszcz mleczny, jest szczególnie podatne na procesy oksydacyjne, zwłaszcza gdy jest źle przechowywane – światło, tlen i podwyższona temperatura to główni winowajcy. Warto przestrzegać zasad dobrej praktyki przechowalniczej, przechowywać masło w lodówce i chronić przed światłem. Właśnie dlatego ocena organoleptyczna zjełczenia to ważny element kontroli jakości w całym łańcuchu produkcji i dystrybucji masła.
Pojęcie „zjełczały” odnosi się ściśle do produktów o wysokiej zawartości tłuszczu, przede wszystkim pochodzenia zwierzęcego. Wśród dostępnych surowców tylko masło podlega procesowi zjełczenia, który wynika z utleniania lub hydrolizy tłuszczów. W przypadku miodu, nawet przy długotrwałym przechowywaniu, nie mówi się o zjełczałości – miód może krystalizować, zmieniać barwę lub aromat, ale nie przechodzi typowych procesów zjełczenia, ponieważ zawiera minimalne ilości tłuszczu. Morele, jako owoce, są źródłem przede wszystkim cukrów prostych, kwasów organicznych i błonnika, a ich psucie wynika głównie z fermentacji, pleśnienia lub gnicia, nie zaś ze zjełczenia. Podobnie marchew – to warzywo o bardzo niskiej zawartości tłuszczu, w którym nie zachodzą reakcje zjełczenia; typowe problemy jakościowe marchwi to utrata jędrności, ciemnienie lub rozwój mikroflory. Często spotykanym błędem jest utożsamianie wszelkich zmian smaku czy zapachu w produktach spożywczych ze zjełczeniem, jednak to określenie zarezerwowane jest branżowo dla produktów tłuszczowych, zwłaszcza jeśli dotyczą ich cechy jak gorzki, mydlany czy zjełczały posmak lub zapach. Takie myślenie wynika z niezrozumienia, że zjełczenie to specyficzny proces chemiczny, który praktycznie nie występuje w produktach węglowodanowych lub białkowych. Dlatego poprawna ocena organoleptyczna zawsze powinna być powiązana z wiedzą o składzie i właściwościach surowca. W praktyce przemysłowej zwraca się uwagę, że tylko określone grupy produktów wymagają regularnej kontroli pod kątem zjełczenia – w szczególności tłuszcze, mleko i jego przetwory, oleje oraz produkty z nich wytwarzane. Tak więc zarówno miód, morele, jak i marchew nie mogą być określane jako zjełczałe – to typowy błąd wynikający z nadmiernego uogólnienia lub niewłaściwego rozumienia terminologii branżowej.