Niepełny rozrost to jedyna zalecana metoda przy produkcji chleba z mąki porośniętej. Z mojego doświadczenia wynika, że taka mąka ma już częściowo rozłożone skrobie i zmienione właściwości glutenu – przez to ciasto staje się mniej stabilne, bardziej podatne na nadmierne rozluźnienie, no i niestety potrafi się kleić i „rozjeżdżać”. Gdyby pozwolić na pełny rozrost lub, co gorsza, przerost kęsów, chleb najpewniej by opadł albo zupełnie się rozlał – to trochę jakby próbować napompować już dziurawy balon. Czemu więc niepełny rozrost? Bo przy skróceniu tego etapu utrzymujemy lepszą strukturę miękiszu, ograniczamy deformacje, a chleb zachowuje choć trochę prawidłowej puszystości. W praktyce wielu piekarzy po prostu skraca rozrost nawet o połowę, obserwując przy tym ciasto bardzo uważnie – to wymaga wprawy i trochę intuicji. Ja zawsze doradzam, żeby nie sugerować się sztywnymi ramami czasowymi, tylko obserwować: jak ciasto już zaczyna się podnosić, od razu do pieca! Branżowe normy, np. PN-A-74108, wskazują na konieczność indywidualnego podejścia do wypieku z surowców o obniżonej jakości, a niepełny rozrost jest jedną z najlepiej sprawdzonych praktyk. Przy okazji – taki chleb najczęściej ma też trochę inną strukturę i szybciej się starzeje, więc warto spożywać go na świeżo.
Moim zdaniem najczęstszym błędem przy wypiekach z mąki porośniętej jest założenie, że można prowadzić procesy tak jak przy mące o standardowej jakości. Pełny rozrost kęsów lub, co gorsza, ich przerost skutkuje tym, że ciasto staje się zbyt wiotkie i nie utrzymuje nadanej formy. Wynika to głównie z osłabienia glutenu i zmian w zawartości skrobi – oba te czynniki sprawiają, że chleb zwyczajnie „rozlewa się” jeszcze zanim trafi do pieca, a po wypieku ma bardzo zbitą, często nawet zakalcowatą strukturę. Wybór wypieku bez rozrostu wydaje się na pierwszy rzut oka „ratunkiem”, ale to rozwiązanie zupełnie nie zapewnia odpowiedniej struktury miękiszu – pieczywo jest wówczas ciężkie, nisko wyrośnięte i praktycznie pozbawione typowej dla chleba porowatości. Typowym błędnym myśleniem jest też traktowanie przerostu jako sposobu na nadanie większej lekkości – z mąką porośniętą efekt jest odwrotny, bo ciasto nie jest w stanie utrzymać w sobie gazów fermentacyjnych. Standardy branżowe, w tym praktyki stosowane w zakładach piekarskich, wyraźnie wskazują na konieczność skracania rozrostu przy gorszej jakości mące – jest to sposób na maksymalne wykorzystanie słabego potencjału surowca bez ryzyka poważnych wad gotowego chleba. Bardzo ważna jest tu obserwacja i doświadczenie – nie ma jednego uniwersalnego czasu, a każdy wypiek może wymagać innego podejścia. Dlatego zarówno pełny rozrost, jak i całkowity brak rozrostu czy przerost nie sprawdzą się w tej sytuacji – tylko niepełny rozrost daje szansę na sensowny, choć nieidealny wypiek.