Prawidłowa odpowiedź to metoda sucha, bo właśnie tak standardowo pekluje się mięso drobno rozdrobnione, przeznaczone na farsz do kiełbas. W praktyce wygląda to tak, że mielone lub drobno krojone mięso miesza się bardzo dokładnie z mieszanką peklującą (najczęściej sól peklująca z azotynem sodu, ewentualnie z dodatkiem cukru, przypraw, fosforanów itp.), bez użycia solanki. Cała sól i azotyn są wprowadzane w formie sypkiej, a następnie podczas leżakowania w chłodni następuje dyfuzja soli w głąb cząstek mięsa oraz reakcje chemiczne prowadzące do utrwalenia barwy i poprawy trwałości mikrobiologicznej. Dla mięsa drobnego sucha metoda jest najbardziej równomierna i najłatwiejsza technologicznie, bo nie trzeba pilnować stosunku zalewy do mięsa, a mieszanie w wilku czy miesiarce zapewnia bardzo dobre rozprowadzenie peklosoli. Z mojego doświadczenia w przetwórstwie mięsnych farszów to właśnie suche peklowanie daje powtarzalne efekty: dobrą kleistość farszu, stabilną barwę po parzeniu i wędzeniu, a także odpowiedni smak typowy dla kiełbas. W normach branżowych i dobrych praktykach technologicznych podkreśla się, że mięso drobne do kiełbas najpierw poddaje się peklowaniu suchą mieszanką, a dopiero później miesza z lodem, wodą i przyprawami na etapie kutrowania czy mieszania. Zalewy peklujące, nastrzyki czy metody mieszane są zarezerwowane głównie dla większych elementów mięsa, gdzie trzeba skrócić czas peklowania lub zapewnić równomierne przenikanie solanki do całych kawałków. Tutaj, przy małych cząstkach, sucha metoda jest po prostu najbardziej logiczna i technologicznie uzasadniona.
W przetwórstwie mięsa bardzo łatwo pomylić metody peklowania, bo te same pojęcia przewijają się przy różnych asortymentach wyrobów. Mięso drobne, przeznaczone na kiełbasy, zachowuje się jednak inaczej niż duże elementy szynki czy boczku, dlatego dobór metody ma kluczowe znaczenie. Częsty błąd myślowy polega na tym, że skoro w wielu zakładach stosuje się nastrzykiwanie i zalewy, to wydaje się, że będzie to uniwersalne rozwiązanie do wszystkiego, także do farszów. To niestety nie jest prawda. Metoda zalewowa, czyli peklowanie w solance, jest optymalna przede wszystkim do większych kawałków mięsa, gdzie trzeba zapewnić równomierne przenikanie soli i azotynu w głąb struktury. Mięso w całości zanurza się w roztworze o określonym stężeniu, a proces trwa zwykle kilka dni. Przy mięsie drobno rozdrobnionym taka metoda byłaby mało praktyczna: miałoby ono tendencję do rozpadania się w zalewie, trudniej byłoby zachować odpowiednie proporcje i kontrolę nad chłonnością, a sama obróbka technologiczna byłaby kłopotliwa. Podobnie z nastrzykiem – to typowa technika dla dużych elementów mięśniowych, na przykład szynek czy łopatek. Igły wprowadzają solankę do wnętrza mięśnia, skracając czas peklowania i poprawiając wyrównanie barwy. Przy mięsie drobnym nastrzykiwanie nie ma sensu, bo mięsień jest już rozdrobniony, więc dyfuzja zachodzi bardzo szybko i równomiernie bez tak skomplikowanego zabiegu. Metoda mieszana, czyli połączenie nastrzyku i zalewy, również dotyczy głównie przetworów blokowych i wędzonek, gdzie część solanki podaje się igłami, a resztę uzupełnia się kąpielą w zalewie. W przypadku farszów do kiełbas taka kombinacja nie przyniosłaby żadnych korzyści technologicznych, a wręcz wprowadziłaby chaos w bilansie wody i soli. Moim zdaniem źródłem pomyłek jest to, że uczniowie kojarzą peklowanie głównie z solanką i igłami, a zapominają, że przy mięsie mielonym najprostsze i najbardziej kontrolowalne jest właśnie wymieszanie go na sucho z odpowiednią dawką peklosoli. Dlatego sucha metoda jest tutaj standardem technologii produkcji kiełbas, a pozostałe metody stosuje się w zupełnie innych grupach wyrobów.