Prawidłowo – do spopielania próbki żywności w piecu muflowym stosuje się tygiel. Tygiel to specjalne naczynko laboratoryjne wykonane z materiałów odpornych na bardzo wysoką temperaturę, najczęściej z porcelany, kwarcu lub platyny. W piecu muflowym pracujemy zwykle w zakresie 500–600°C (czasem wyżej), więc zwykłe szkło czy kolba po prostu by popękały albo zmiękły. Tygiel ma grube ścianki, stabilne dno i kształt, który dobrze znosi wielokrotne nagrzewanie i chłodzenie, co jest kluczowe przy oznaczaniu popiołu całkowitego w żywności. W praktyce wygląda to tak, że najpierw tygiel się wypraża na czysto w piecu, studzi w eksykatorze i waży. Potem umieszcza się w nim odważoną próbkę żywności, najczęściej wcześniej podsuszoną i zwęgloną na palniku, żeby ograniczyć gwałtowne spienianie. Następnie tygiel z próbką trafia do pieca muflowego na kilka godzin, aż cała materia organiczna ulegnie spaleniu, a w tyglu pozostanie tylko popiół mineralny. Po ostudzeniu w eksykatorze tygiel ponownie się waży i na tej podstawie liczy się zawartość popiołu w produkcie. To jest standardowa, klasyczna metoda analizy fizykochemicznej opisana w normach PN-EN i wytycznych laboratoriów kontroli jakości. Moim zdaniem warto też zapamiętać, że dobry nawyk to zawsze sprawdzanie stanu tygla: czy nie jest spękany, czy pokrywa dobrze przylega, czy nie ma resztek poprzednich próbek. W profesjonalnych laboratoriach spożywczych stosuje się zwykle tygle porcelanowe z pokrywkami, a do bardzo dokładnych oznaczeń – tygle platynowe, bo mają świetną odporność chemiczną i termiczną. Kolby, płytki czy szkiełka zegarkowe używa się raczej do suszenia, odparowywania albo przygotowania próbki, ale nie do właściwego spopielania w mufli.
Do spopielania próbek żywności w piecu muflowym potrzebne jest naczynie, które wytrzyma wysoką temperaturę, nie będzie reagowało z badanym materiałem i pozwoli na powtarzalne ważenie przed i po procesie. Tym naczyniem jest tygiel, a nie kolba, płytka czy zwykłe szkiełko. Wiele osób automatycznie sięga myślą po kolbę, bo kojarzy się ona z typowym szkłem laboratoryjnym. Problem w tym, że większość kolb wykonana jest ze szkła borokrzemowego, które ma swoje ograniczenia temperaturowe. W piecu muflowym temperatura bywa rzędu 550–600°C, a długotrwałe nagrzewanie w takich warunkach może prowadzić do zmiękczenia, deformacji, mikropęknięć, a nawet rozerwania szkła. Dodatkowo kolba ma kształt utrudniający równomierne spopielenie osadu i późniejsze dokładne ważenie. Płytka czy szkiełko zegarkowe też na pierwszy rzut oka wydają się wygodne, bo są płaskie i łatwo na nich rozłożyć próbkę cienką warstwą. Jednak to wciąż szkło, z tymi samymi ograniczeniami temperaturowymi i wytrzymałościowymi. Po kilku cyklach nagrzewania i chłodzenia takie naczynia często pękają, a to oznacza ryzyko utraty próbki i błędnych wyników analizy. Zresztą szkiełka mają małą pojemność i są zbyt delikatne do rutynowego, powtarzalnego spalania próbek w kontroli jakości żywności. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro coś nadaje się do suszenia w suszarce w 105°C, to „pewnie da radę” w piecu muflowym. Niestety tak to nie działa. W analizie żywności obowiązują określone normy i procedury, które jasno wskazują stosowanie tygli porcelanowych lub metalicznych do oznaczania popiołu. Tygiel ma odpowiednią masę, jest chemicznie obojętny w tych warunkach, dobrze znosi wielokrotne wyprażanie i pozwala na precyzyjne ważenie na wadze analitycznej. Dlatego w profesjonalnych laboratoriach użycie kolby, płytki czy szkiełka do spopielania w mufli byłoby po prostu uznane za błąd metodyczny i złamanie dobrych praktyk laboratoryjnych.