Prawidłowo przyjęte zostały proporcje wynikające z receptury. W przepisie na kiełbasę masz 25 kg mięsa wieprzowego klasy I oraz 40 kg mięsa wieprzowego klasy II. To znaczy, że na 40 kg klasy II przypada 25 kg klasy I. Można to zapisać jako proporcję: 25/40. W praktyce technologicznej ważne jest, żeby przy zwiększaniu partii produkcyjnej zachować te same udziały surowców, bo od tego zależy struktura, smak, zawartość tłuszczu i ogólnie jakość wyrobu. Skoro w zadaniu masz 400 kg mięsa wieprzowego klasy II, to obliczasz, ile razy 40 kg mieści się w 400 kg. Wynik jest równy 10. To oznacza, że całą recepturę trzeba „powiększyć” 10‑krotnie. Mnożysz więc ilość mięsa klasy I przez ten sam współczynnik: 25 kg × 10 = 250 kg. Taka metoda skalowania receptury jest standardem w zakładach mięsnych – czy robisz 100 kg kiełbasy, czy 2 tony, proporcje surowców muszą zostać identyczne. W przeciwnym razie zmienisz teksturę farszu, zdolność wiązania wody, kruchość i smak. Moim zdaniem warto od razu przyzwyczajać się do patrzenia na recepturę jak na układ procentowy: tutaj mięso wieprzowe klasy I stanowi 25/(25+40) całej wieprzowiny z przepisu, a klasa II to 40/(25+40). W rzeczywistej produkcji często przelicza się takie receptury na procenty, żeby szybciej dobierać ilości surowców przy różnych wielkościach partii. To dokładnie ta sama logika, którą zastosowałeś tutaj, tylko zapisana innym językiem.
W tym zadaniu kluczowe jest poprawne zrozumienie, na czym polega skalowanie receptury technologicznej. Receptura nie podaje przypadkowych ilości – 25 kg mięsa wieprzowego klasy I i 40 kg mięsa wieprzowego klasy II to określona proporcja jakościowa surowca, która ma zapewnić odpowiedni udział chudego mięsa, tłuszczu i tkanki łącznej. Jeśli zmieniamy wielkość produkcji, to nie wolno nam dobierać ilości „na oko”, tylko trzeba zachować dokładnie ten sam stosunek mas. Typowym błędem jest dodawanie lub odejmowanie masy w sposób liniowy, bez odniesienia do proporcji. Tak mogą powstać odpowiedzi typu 500 czy 600 kg – ktoś patrzy na liczby i myśli, że mięsa klasy I zawsze musi być więcej od klasy II, albo że trzeba je po prostu zsumować z aktualną ilością. W praktyce przemysłu mięsnego takie podejście prowadziłoby do całkowitego rozjechania składu recepturowego, a potem problemów z konsystencją farszu, nieprawidłową zawartością tłuszczu czy niespełnieniem norm jakościowych. Zdarza się też, że uczeń myli się o współczynnik skalowania, np. zamiast policzyć, ile razy 40 kg mieści się w 400 kg, przyjmuje inny przelicznik i dostaje wynik rzędu 350 kg. To wygląda pozornie „sensownie”, ale nie wynika z żadnej poprawnej proporcji. Dobra praktyka jest taka: zawsze najpierw ustalasz, jaki jest stosunek ilościowy surowców w recepturze wyjściowej, potem liczysz, ile razy powiększasz lub zmniejszasz partię, i dopiero wtedy mnożysz każdą pozycję przez ten sam współczynnik. W ten sposób zachowujesz stały skład, co jest wymagane zarówno przez wewnętrzne standardy zakładowe, jak i normy jakości oraz powtarzalność produktu. Bez takiego podejścia receptura przestaje być narzędziem technologicznym, a staje się loterią.