Prawidłowo – w przetwórstwie spożywczym nie ma wyjątków: każdy zatrudniony przy produkcji pracownik musi mieć udokumentowane kwalifikacje z zakresu podstawowych zagadnień higieny. Fragment Kodeksu Żywnościowego wyraźnie mówi, że „wszyscy pracownicy powinni mieć świadomość własnej roli i odpowiedzialności” oraz że „osoby zaangażowane w produkcję powinny posiadać niezbędną wiedzę i umiejętności umożliwiające higieniczne wykonywanie obowiązków”. To oznacza, że nie wystarczy, aby tylko właściciel czy technolog znali zasady – każdy, kto ma fizyczny kontakt z żywnością, surowcami, opakowaniami, powierzchniami produkcyjnymi, musi być przeszkolony i to najlepiej potwierdzone odpowiednim zaświadczeniem lub wpisem w dokumentacji szkoleń. W praktyce chodzi tu np. o operatorów linii rozlewniczej, pracowników pakowania, osoby myjące i dezynfekujące urządzenia, pracowników przygotowania surowców, a nawet osoby czasowo oddelegowane na produkcję. Z punktu widzenia systemów HACCP, GMP czy GHP, brak przeszkolenia jednego pracownika jest realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa całej partii produkcyjnej. Jeden człowiek nieznający zasad higieny może dotknąć produktu brudnymi rękami, źle zdezynfekować stanowisko pracy, pomylić środki chemiczne, przenieść zanieczyszczenia krzyżowe między strefą brudną a czystą. Moim zdaniem właśnie to szerokie, „dla wszystkich” podejście do szkoleń jest fundamentem nowoczesnego bezpieczeństwa żywności – lepiej, żeby każdy na hali rozumiał, dlaczego mycie rąk, dezynfekcja, odzież ochronna, kontrola zdrowia pracowników są tak ważne, niż żeby cała wiedza siedziała tylko w głowie technologa. Dobrą praktyką jest także okresowe odnawianie szkoleń, krótkie instruktaże stanowiskowe i testy sprawdzające, czy pracownicy nadal pamiętają podstawowe wymagania higieniczne. Tak się po prostu pracuje w profesjonalnym zakładzie spożywczym.
W przetwórstwie spożywczym bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że wystarczy, aby jedna „ważna” osoba znała zasady higieny, a reszta po prostu wykonuje polecenia. Właściciel zakładu oczywiście ponosi ogólną odpowiedzialność za organizację systemu bezpieczeństwa żywności, ale samą wiedzą właściciela nie da się zabezpieczyć procesu produkcyjnego. On często nie stoi przy linii, nie dotyka surowców, nie pakuje wyrobów, więc jego znajomość higieny, choć kluczowa organizacyjnie, nie zastąpi kompetencji całego zespołu. Podobnie jest z technologiem żywności – to zwykle osoba bardzo dobrze przygotowana merytorycznie, często odpowiedzialna za opracowanie procedur GHP, GMP i planu HACCP, ale technolog nie jest w stanie pilnować każdej czynności każdego pracownika. Jeśli operator nie rozumie, dlaczego nie wolno pracować w biżuterii, jak prawidłowo myć ręce, kiedy zmienić rękawice, jak uniknąć zanieczyszczeń krzyżowych, to sama obecność technologa w dokumentacji nic nie daje. Częsty błąd myślowy polega na tym, że zakłada się, iż wystarczy przeszkolenie „jednego z operatorów maszyn i urządzeń”, który potem „przekaże reszcie”. W praktyce to bardzo ryzykowne podejście. Po pierwsze, wiedza przekazywana nieformalnie z pracownika na pracownika szybko się zniekształca. Po drugie, brak udokumentowanych szkoleń dla wszystkich pracowników jest naruszeniem wymagań systemów jakości oraz zaleceń Kodeksu Żywnościowego, który wyraźnie podkreśla, że wszyscy pracownicy muszą być świadomi swojej roli w ochronie żywności przed zanieczyszczeniem i zepsuciem. Z mojego doświadczenia wynika, że tam, gdzie szkoli się tylko „wybrane osoby”, częściej dochodzi do błędów typu: niewłaściwe użycie środków dezynfekcyjnych, złe przechowywanie surowców, wchodzenie w odzieży roboczej do stref brudnych i z powrotem. Dlatego branżowe dobre praktyki mówią jasno: każdy pracownik produkcyjny, niezależnie od stanowiska, powinien przejść szkolenie z higieny żywności, mieć to szkolenie udokumentowane i okresowo je odnawiać. Tylko wtedy system bezpieczeństwa żywności jest realny, a nie tylko „na papierze”.