Prawidłowo – w miejscu oznaczonym symbolem X w technologii jogurtu naturalnego metodą zbiornikową występuje fermentacja. Po pasteryzacji mleka w wysokiej temperaturze (np. 90°C) i jego schłodzeniu do ok. 43°C oraz dodaniu odpowiedniej kultury starterowej bakterii fermentacji mlekowej (Lactobacillus delbrueckii subsp. bulgaricus i Streptococcus thermophilus), mleko musi przejść właśnie etap fermentacji. To wtedy bakterie przekształcają laktozę w kwas mlekowy, obniża się pH, a białka mleka ulegają koagulacji – tworzy się charakterystyczny skrzep jogurtowy. Moim zdaniem to jest kluczowy moment całej produkcji, bo wtedy powstaje tekstura, smak i zapach typowy dla jogurtu. W metodzie zbiornikowej fermentacja przebiega w dużym tanku, w kontrolowanej temperaturze (zwykle 42–45°C) aż do osiągnięcia docelowego pH, najczęściej w zakresie 4,4–4,6. Dopiero po zakończeniu fermentacji produkt jest mieszany (jeśli to jogurt mieszany) i rozlewany do opakowań jednostkowych. W praktyce przemysłowej bardzo pilnuje się czasu i temperatury fermentacji, bo zbyt długa fermentacja lub zbyt wysoka temperatura mogą spowodować nadmierne zakwaszenie, zbyt gęstą lub nawet grudkowatą konsystencję oraz ostry, nieprzyjemny smak. Z kolei za krótka fermentacja daje jogurt zbyt rzadki, o słabo wyczuwalnym smaku kwaśnym i wyższym pH, co może być problemem z punktu widzenia bezpieczeństwa mikrobiologicznego i trwałości. W dobrze prowadzonym zakładzie stosuje się standardy i procedury HACCP, karty technologiczne, monitoring pH online oraz rejestrację temperatury, żeby fermentacja przebiegała powtarzalnie i dawała stabilny produkt. Warto też pamiętać, że ten etap decyduje o aktywności żywych kultur bakterii w gotowym jogurcie, co jest ważne z punktu widzenia wartości prozdrowotnych i wymagań deklaracji na etykiecie zgodnie z normami branżowymi.
W procesie produkcji jogurtu naturalnego łatwo się pomylić co do kolejności operacji, bo wiele z nich występuje gdzieś w technologii mleka. Jednak w miejscu oznaczonym X nie występuje ani wirowanie, ani sterylizacja, ani homogenizacja, tylko właśnie fermentacja. Wirowanie kojarzy się często z mleczarnią, ale ta operacja służy głównie do oddzielania tłuszczu od odtłuszczonej fazy mlecznej, czyli do standaryzacji zawartości tłuszczu lub produkcji śmietanki. To dzieje się na wcześniejszym etapie obróbki mleka surowego, a nie po zaszczepieniu bakteriami fermentacji mlekowej. Gdyby wirować mleko po dodaniu kultur starterowych, rozbilibyśmy struktury tworzące się w czasie fermentacji, a cały proces nie miałby sensu technologicznego. Sterylizacja też brzmi poważnie i „bezpiecznie”, ale w przypadku jogurtu jest niewłaściwa. Jogurt to produkt z udziałem żywych kultur bakterii. Sterylizacja, prowadzona w znacznie wyższych temperaturach niż pasteryzacja, praktycznie zabiłaby wszystkie bakterie, również te pożyteczne, które są potrzebne do fermentacji mlekowej. W technologii jogurtu stosuje się pasteryzację mleka przed dodaniem kultur, żeby zredukować mikroflorę niepożądaną, ale po zaszczepieniu nie wykonuje się już żadnych procesów wysokotemperaturowych, właśnie po to, żeby bakterie mogły pracować. Homogenizacja z kolei jest typową operacją mechaniczną, której celem jest rozbicie kuleczek tłuszczowych, żeby produkt był jednorodny i nie występowało zjawisko śmietankowania. W praktyce przemysłowej homogenizację przeprowadza się przed pasteryzacją lub bezpośrednio przed nią, na mleku płynnym, a nie po zaszczepieniu. Typowym błędem myślowym jest traktowanie wszystkich operacji jako dowolnie wymiennych w kolejności, a w technologii żywności kolejność ma ogromne znaczenie. Po zaszczepieniu mleka kulturami bakterii następuje okres spokojnej, kontrolowanej fermentacji w tanku, bez dodatkowych ingerencji mechanicznych czy cieplnych, aż do osiągnięcia odpowiedniego pH i konsystencji. Dlatego w pozycji X może znajdować się tylko fermentacja, a nie inne operacje jednostkowe kojarzone ogólnie z mleczarstwem.