Prawidłowo – skrót MAP oznacza „Modified Atmosphere Packaging”, czyli pakowanie w zmodyfikowanej atmosferze. W praktyce chodzi o to, że z wnętrza opakowania usuwa się powietrze o normalnym składzie, a następnie zastępuje się je odpowiednio dobraną mieszaniną gazów, najczęściej dwutlenkiem węgla (CO₂), azotem (N₂) i tlenem (O₂) w ściśle określonych proporcjach. Celem jest spowolnienie psucia się produktu, ograniczenie wzrostu drobnoustrojów i wydłużenie trwałości handlowej bez konieczności stosowania wysokich temperatur czy dużej ilości konserwantów. W zakładach spożywczych MAP stosuje się m.in. do mięsa świeżego i pakowanego na tackach, wędlin krojonych, serów, gotowych dań chłodzonych, sałatek czy pieczywa. Bardzo ważne jest, żeby dobrać skład gazów do rodzaju produktu: dla mięsa czerwonego pozostawia się zwykle pewną ilość tlenu, żeby zachować czerwoną barwę, a dla produktów bardziej wrażliwych na utlenianie stosuje się mieszaniny praktycznie bez tlenu, oparte głównie na CO₂ i N₂. Z mojego doświadczenia, w praktyce przemysłowej liczy się nie tylko sam dobór atmosfery, ale też właściwe dobranie materiału opakowaniowego – folia musi mieć odpowiednią barierowość dla gazów, żeby skład atmosfery wewnątrz nie zmieniał się zbyt szybko podczas przechowywania. W nowoczesnych systemach MAP korzysta się z norm i wytycznych branżowych, np. zaleceń Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) czy krajowych wytycznych dotyczących pakowania i przechowywania żywności. Dobrą praktyką jest też regularne monitorowanie składu gazów w opakowaniu, testy szczelności oraz kontrola temperatury w całym łańcuchu chłodniczym, bo sama zmodyfikowana atmosfera nie zastąpi prawidłowego chłodzenia i higieny procesu.
Skróty GMP, GHP i TQM bardzo często pojawiają się w materiałach z technologii żywności, więc nic dziwnego, że łatwo je ze sobą pomylić z MAP. Jednak każdy z nich dotyczy czegoś zupełnie innego niż samo pakowanie w zmodyfikowanej atmosferze. MAP to konkretna metoda pakowania produktów spożywczych z użyciem gazowej mieszaniny o zmienionym składzie, a nie system zarządzania czy ogólna zasada higieny. GMP, czyli Good Manufacturing Practice (Dobra Praktyka Produkcyjna), odnosi się do całego sposobu organizacji procesu w zakładzie: jak projektować linie technologiczne, jak prowadzić dokumentację, jak zapewnić identyfikowalność surowców, jakie procedury stosować, żeby ograniczyć ryzyko zanieczyszczeń. GMP nie mówi wprost: „użyj takiego a takiego gazu do pakowania”, tylko raczej opisuje ramy, w jakich ten proces ma być bezpiecznie wykonywany. GHP, Good Hygienic Practice (Dobra Praktyka Higieniczna), skupia się z kolei na higienie personelu, czystości pomieszczeń, myciu i dezynfekcji maszyn, zabezpieczeniu przed szkodnikami itd. To są fundamenty bezpieczeństwa żywności, ale same w sobie nie są metodą wydłużania trwałości przez zmianę składu atmosfery w opakowaniu. Typowym błędem jest myślenie, że skoro coś „dotyczy jakości”, to automatycznie będzie nazwą konkretnej techniki technologicznej – a tu jednak mamy rozróżnienie między systemami zarządzania a operacją jednostkową. TQM (Total Quality Management) to już w ogóle szeroki system zarządzania jakością w całym przedsiębiorstwie, bardziej menedżerski niż technologiczny. Obejmuje kulturę organizacyjną, ciągłe doskonalenie, zaangażowanie pracowników, analizę reklamacji i wiele innych elementów. Nie jest to żadna metoda pakowania, tylko filozofia zarządzania jakością. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty klucz: MAP = konkretna technologia opakowaniowa, natomiast GMP, GHP i TQM = systemy i zasady organizujące sposób pracy, higienę i jakość, a nie nazwę operacji technologicznej jak pakowanie w zmodyfikowanej atmosferze.