Prawidłowy zestaw gazów w technologii MAP to azot (N2), tlen (O2) i dwutlenek węgla (CO2). To dokładnie ta kombinacja, którą w praktyce stosuje się do pakowania większości wyrobów spożywczych: wędlin, serów, świeżego mięsa, gotowych dań czy pieczywa. Każdy z tych gazów ma swoją konkretną rolę. Azot jest gazem obojętnym, wypiera powietrze (głównie tlen) z opakowania i zapobiega utlenianiu oraz rozwojowi wielu mikroorganizmów. Dodatkowo stabilizuje objętość opakowania, żeby się nie zapadało. Dwutlenek węgla działa bardziej „aktywnie” – hamuje wzrost bakterii i pleśni, rozpuszcza się w wodzie i w tłuszczach, przez co lekko obniża pH na powierzchni produktu i ogranicza psucie. Tlen natomiast nie jest zawsze wrogiem – przy świeżym mięsie czerwonym pozwala utrzymać ładny, jasnoczerwony kolor (oksymioglobina), a przy niektórych produktach rybnych czy drobiowych też poprawia wygląd. W dobrych praktykach produkcyjnych (GMP) i w normach typu PN-EN czy wytycznych branżowych podkreśla się, że skład mieszaniny MAP dobiera się indywidualnie do produktu: np. dla serów dojrzewających często daje się więcej CO2, dla chipsów praktycznie sam N2, a dla mięsa mieszankę O2/CO2/N2 w odpowiednich proporcjach. Moim zdaniem kluczowe w MAP jest rozumienie, że to nie jest „jeden cudowny gaz”, tylko świadome sterowanie atmosferą w opakowaniu, żeby przedłużyć trwałość, zachować barwę, smak i bezpieczeństwo mikrobiologiczne, jednocześnie nie używając konserwantów chemicznych. W praktyce na linii produkcyjnej używa się specjalnych mieszalników i analizatorów gazów, żeby ten skład był stabilny i zgodny ze specyfikacją produktu.
W pakowaniu w modyfikowanej atmosferze chodzi o stworzenie takiego składu gazów w opakowaniu, który będzie bezpieczny dla żywności, neutralny sensorycznie i jednocześnie skutecznie spowolni procesy psucia. Dlatego stosuje się gazy spożywcze o wysokiej czystości, z odpowiednimi oznaczeniami (E290 dla CO2, E941 dla N2, E948 dla O2) i dobrze znanym działaniu technologicznym. Pojawiający się w niektórych skojarzeniach dwutlenek siarki jest typowym konserwantem chemicznym, używanym np. do suszonych owoców czy win, ale nie jako składnik atmosfery ochronnej MAP do większości produktów. Jego intensywny zapach, działanie alergizujące i silne właściwości redukujące sprawiają, że nie nadaje się do rutynowego stosowania jako gaz opakowaniowy w typowych wyrobach spożywczych, tym bardziej w połączeniu z tlenem. Podobnie wodór czy siarkowodór są gazami całkowicie nieakceptowalnymi z punktu widzenia bezpieczeństwa i jakości. Wodór jest wysoce łatwopalny i wybuchowy, więc w przemyśle spożywczym nie używa się go do modyfikowania atmosfery w opakowaniu. Siarkowodór z kolei to gaz trujący, o bardzo nieprzyjemnym zapachu zgniłych jaj, kojarzony raczej z procesami gnilnymi niż z utrwalaniem produktu. Typowym błędem myślowym jest wrzucanie do jednego worka wszystkich gazów „jakichś tam konserwujących” albo takich, które kojarzą się z chemią spożywczą. W MAP nie chodzi o dowolne środki chemiczne, tylko o czyste gazy obojętne lub o kontrolowanym wpływie biologicznym. Standardem branżowym jest stosowanie mieszanin azotu, dwutlenku węgla i w wybranych przypadkach tlenu, z zachowaniem norm bezpieczeństwa żywności, wymagań HACCP i specyfikacji surowców. Jeżeli w proponowanym zestawie pojawia się gaz toksyczny, silnie drażniący, wybuchowy albo typowy konserwant chemiczny, to możemy z dużym spokojem założyć, że nie jest to prawidłowa mieszanina do pakowania w atmosferze modyfikowanej. W praktyce na etykietach produktu MAP jasno oznacza się „pakowano w atmosferze ochronnej”, a skład tej atmosfery to właśnie kombinacje N2, CO2 i ewentualnie O2, a nie egzotyczne lub niebezpieczne gazy.